Muszę przyznać szczerze: pierwsza połowa 2026 roku nie rozpieszcza fanów dobrego science-fiction. Większość premier to albo odgrzewane kotlety, albo produkcje, które obiecują wiele, a dowożą zaledwie połowę. Przeskakując z jednej platformy streamingowej na drugą, czułem się tak, jakbym przedzierał się przez pustynię w poszukiwaniu czystej wody.
Jednak po przesianiu dziesiątek odcinków wyłoniłem cztery tytuły, które zasługują na Wasz czas. Nie pytajcie o resztę – zaoszczędziłem Wam sporo godzin frustracji.
To nie jest kolejny nudny ranking
Zanim przejdziemy do konkretów, warto zaznaczyć jedno: 2026 rok to czas trudnych kontynuacji. Nawet takie hity jak Fallout czy Paradise zderzyły się z klątwą „drugiego albumu”. O ile w poprzednich latach zachwycaliśmy się światotwórstwem, teraz patrzymy na bohaterów, którzy momentami biegają w kółko, czekając na lepsze scenariusze.
1. Star City – absolutny zwycięzca
To jedyny serial w tym zestawieniu, który nie „męczy”. To alternatywna historia radzieckiego programu kosmicznego, w której Siergiej Korolow przetrwał rok 1966. Zamiast typowego sci-fi o laserach, dostajemy thriller polityczny, w którym każdy krok na Księżycu jest cenzurowany przez KGB. Anna Maxwell Martin jako agentka Raskowa to najbardziej przerażająca i magnetyczna postać, jaką widziałem w tym roku.
2. Fallout – kiedy postać kradnie show
Drugi sezon bywa nierówny, a główni bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby zapomnieli o lekcjach z poprzedniej serii. Ale jest Ghoul. Ten postać to czysta magia ekranu – charyzmatyczny, zdesperowany, niosący na barkach cały ciężar tej produkcji. Warto oglądać choćby dla retrospekcji sprzed nuklearnej zagłady.

3. Paradise – inteligentny kicz
To serial, który umiejętnie bawi się gatunkowymi kliszami. Niezależnie od tego, czy akcja dzieje się w bunkrze, czy na postapokaliptycznym pustkowiu, twórcy wiedzą, jak trzymać napięcie. Jest tam trochę tzw. „sera” (można się przyczepić do niektórych ról), ale sposób, w jaki żonglują tropami, jest niezwykle odświeżający.
4. For All Mankind – Mars w ogniu
Nadal śledzimy rodzinę Baldwinów, ale tym razem napięcie między Ziemią a koloniami na Marsie przybiera na sile. Choć wątki polityczne bywają tu męczące, sceny na Czerwonej Planecie nadal potrafią zapierać dech w piersiach, nawet jeśli serial powoli traci swój dawny impet.
Jak wybrać co obejrzeć wieczorem?
Jeśli macie czas tylko na jedną pozycję, wybierzcie Star City. Nie wymaga znajomości uniwersum For All Mankind i oferuje najbardziej gęstą atmosferę. Jeśli jednak szukacie czegoś lżejszego, co pozwoli „odmóżdżyć się” przy kolacji, Ghoul z Fallouta będzie najlepszym towarzyszem.
A jakie macie odczucia po premierach pierwszego półrocza? Czy tylko ja mam wrażenie, że producenci trochę stracili tempo, czy może trafiliście na coś, co przeoczyłem, a zasługuje na podium?