Gdzieś w zimnej otchłani kosmosu pędzi skała, która teoretycznie mogłaby zakończyć historię naszej cywilizacji. Myśl o losie dinozaurów potrafi skutecznie odebrać spokój ducha, zwłaszcza gdy media donoszą o kolejnym „obiekcie muskającym Ziemię”. Ale czy faktycznie mamy powody, by nerwowo spoglądać w niebo przed snem?
Liczby, które mogą niepokoić
Dinozaury nie miały teleskopów, a my tak, i to właśnie dzięki nim wiemy, że gigantyczna asteroida o średnicy 10 kilometrów uderza w naszą planetę średnio raz na 60 milionów lat. Ostatnia taka wizyta miała miejsce 66 milionów lat temu. Matematyka sugeruje, że termin ważności naszego bezpieczeństwa już minął.
Mniejsze obiekty, o średnicy około kilometra, zdarzają się częściej – raz na milion lat. Ostatnie takie uderzenie odnotowano 900 tysięcy lat temu. Przyznam, że kiedy pierwszy raz analizowałem te dane, poczułem lekki ścisk w żołądku. Jednak po rozmowach z ekspertami i analizie raportów NASA, obraz sytuacji diametralnie się zmienia.
Dobra wiadomość: Giganci są pod kontrolą
W przeciwieństwie do gadów sprzed milionów lat, my potrafimy liczyć. Astronomowie na całym świecie śledzą tysiące obiektów bliskich Ziemi (NEO). Oto jak wygląda rzeczywistość:

- Wykryliśmy 100% asteroid o wielkości 10 km i większych. Żadna z nich nie jest na kursie kolizyjnym.
- Znamy położenie około 80% obiektów o średnicy 1 km.
- Tylko 35 namierzonych skał ma szansę na uderzenie większą niż jeden do miliona w ciągu najbliższych 100 lat.
Prawdziwym wyzwaniem są tak zwani „zabójcy miast”. To asteroidy o wielkości około 100 metrów. Znamy ich mniej niż połowę, a potrafią narobić sporo zamieszania, czego przykładem był meteor czelabiński w 2013 roku. Być może nie zniszczą planety, ale mogą dotkliwie zranić konkretny region.
Mamy plan awaryjny (i to nie jest scenariusz z Hollywood)
W zeszłym roku NASA przeprowadziła test DART. Polegał on na celowym uderzeniu sondą w asteroidę, aby zmienić jej trajektorię. I wiecie co? To zadziałało. Jeśli wykryjemy zagrożenie z wyprzedzeniem kilku lat, jesteśmy w stanie „odsunąć” kosmiczną skałę od Ziemi.
Być może zastanawiacie się: co jeśli jednak coś nas zaskoczy? Statystyka jest po naszej stronie. Ludzie zamieszkują mniej niż 5% powierzchni lądu. Szansa, że asteroida trafi prosto w Twój dom lub urząd miejski w Warszawie, jest astronomicznie mała. Większość powierzchni naszej planety to ocean lub niezamieszkane pustkowia.
Moja rada: Co robić zamiast panikowania?
Zamiast śledzić każdą sensacyjną wiadomość o „asteroidzie wielkości stadionu”, warto skupić się na realnym przygotowaniu. Oto prosty trik: Inwestowanie w lokalne systemy ostrzegania przed katastrofami naturalnymi (powodziami czy wichurami) to najlepszy sposób na przygotowanie się również na ten mało prawdopodobny „kosmiczny” scenariusz. Procedury ewakuacji są niemal identyczne.
Czy uderzenie asteroidy w przyszłości jest nieuniknione? Tak. Ale czy nastąpi to za naszego życia? Prawie na pewno nie. Możemy spokojnie zostawić pilnowanie nieba profesjonalistom, a sami cieszyć się wieczornym spacerem pod gwiazdami.
A Wy? Czy po przeczytaniu o teście DART czujecie się bezpieczniej, czy nadal uważacie, że kosmos skrywa zbyt wiele niewiadomych?