Wyobraź sobie, że dysponujesz najnowocześniejszą technologią wojskową na świecie, a mimo to postanawiasz zbudować maszynę napędzaną… silnikiem od motocykla. Brzmi jak krok wstecz? Wręcz przeciwnie – to nowa logika współczesnej wojny, którą właśnie obserwujemy na Bliskim Wschodzie.

Dron z odzysku, czyli jak USA „pożyczyły” irański projekt

W ostatnich dniach doszło do paradoksalnej sytuacji. USA po raz pierwszy użyły w walce systemu LUCAS (Low-cost Uncrewed Combat Attack System). To nic innego jak niemal wierna kopia irańskiego drona Shahed 136, którego konstrukcja została „rozgryziona” po przejęciu kilku sztuk w Iraku i Syrii.

Dlaczego mocarstwo, które buduje myśliwce warte miliardy, kopiuje prostego bezzałogowca? Odpowiedź kryje się w trzech faktach:

  • Ekstremalnie niski koszt: Jedna sztuka kosztuje około 50 000 dolarów – to ułamek ceny jakiejkolwiek rakiety.
  • Skuteczność w liczbach: Wysłanie setki takich dronów naraz paraliżuje nawet najdroższą obronę przeciwlotniczą.
  • Modularność: Amerykański LUCAS może przenosić kamery szpiegowskie albo głowice bojowe, zależnie od potrzeb.

Dlaczego Amerykanie budują kopie irańskich dronów z silnikiem od motocykla - image 1

Matematyka śmierci: Kiedy pocisk jest droższy od celu

W moich analizach często podkreślam, że współczesna wojna to przede wszystkim arkusz w Excelu. Eksperci, jak Anthony King z University of Exeter, zauważają coś niepokojącego. Zestrzelenie drona wartego tyle co używany samochód za pomocą pocisku Patriot kosztującego miliony dolarów, to finansowe samobójstwo.

Irańskie Shahedy, nazywane „nowoczesnymi V-1”, są powolne (zaledwie 185 km/h) i głośne, ale ich produkcja na masową skalę sprawia, że obrońca po prostu wyczerpuje swoje zasoby. USA zrozumiały tę lekcję z frontu na Ukrainie i postanowiły odpowiedzieć Iranowi tą samą monetą.

Co to oznacza dla nas?

Być może myślisz, że to tylko problem generałów. Ale ta zmiana wpłynie na to, jak wydawane są pieniądze z podatków na zbrojenia w całej Europie, w tym w Polsce. Zamiast jednego supersamolotu, armie będą kupować tysiące tanich, „jednorazowych” maszyn.

Ciekawostka: Historia lubi zataczać koło. Okazuje się, że pierwotny projekt Shaheda prawdopodobnie bazował na niemieckim pomyśle z lat 80. o nazwie „Die Drohne Antiradar”.

Czy era skomplikowanych i drogich broni dobiega końca na rzecz masowych, tanich kopii? Co o tym sądzicie – czy bezpieczeństwo oparte na "ilości, a nie jakości" to dobry kierunek? Dajcie znać w komentarzach!