Kiedy wydawało się, że los samochodów spalinowych w Europie jest już przesądzony, jeden kraj z naszej części kontynentu postanowił tupnąć nogą. To nie jest zwykła polityczna przepychanka – to walka o przetrwanie gospodarcze, która może rzucić wyzwanie całej strategii klimatycznej Unii Europejskiej. Jeśli planujecie zakup nowego auta w najbliższych latach, te wiadomości z Pragi powinny Was mocno zainteresować.
Koniec kompromisów: Czechy żądają całkowitego zniesienia zakazu
Andrej Babiš, który niedawno powrócił na fotel premiera Czech, nie przebiera w słowach. Choć Bruksela próbowała ostatnio złagodzić swoje stanowisko, sugerując, że po 2035 roku dopuszczalne będzie 10% aut spalinowych (zasilanych e-paliwami), dla Pragi to wciąż za mało. Czeski rząd oficjalnie domaga się bezwarunkowego wycofania zakazu sprzedaży nowych aut z silnikami benzynowymi i diesla.
W mojej praktyce rzadko obserwuję taką determinację u liderów państw członkowskich. Babiš argumentuje, że niszczenie technologii, w którą przez dekady zainwestowano miliardy euro, by stała się najczystsza w historii, jest po prostu nielogiczne. Warto zauważyć, że Czechy nie są w tej walce odosobnione – podobne sygnały docierają już z Włoch i Słowacji.
Stawka większa niż życie: Trzecia część PKB na szali
Dlaczego Czesi tak bardzo ryzykują? Odpowiedź jest prosta: pieniądze i miejsca pracy. Przemysł motoryzacyjny, z legendarną Škodą na czele, generuje prawie jedną trzecią czeskiego PKB. To nie tylko wielkie fabryki, ale tysiące małych poddostawców, którzy tworzą szkielet tamtejszej gospodarki.

- Nagłe przejście na elektryki oznacza likwidację tysięcy miejsc pracy przy produkcji skomplikowanych silników spalinowych.
- Eksperci ostrzegają przed głębokim kryzysem społecznym w całych regionach zależnych od "tradycyjnej" motoryzacji.
- Infrastruktura ładowania w Europie Środkowej wciąż pozostawia wiele do życzenia, co czyni unijne plany oderwanymi od rzeczywistości.
Chińska fala zalewa Europę
Jest jeszcze jeden, bardzo bolesny powód tego buntu: ekspansja Azji. Premier Babiš wprost przyznaje, że chińskie marki takie jak BYD czy MG zaczynają miażdżyć europejską konkurencję cenową. W 2026 roku już co dziesiąte auto sprzedawane w UE może pochodzić z Chin.
Forsowanie elektromobilności za wszelką cenę, gdy lokalny rynek nie jest w stanie konkurować z tanią technologią bateryjną z Chin, jest – według rządu w Pradze – "gospodarczym samobójstwem Europy". To porównanie działa na wyobraźnię: to tak, jakbyśmy zamykali własne kopalnie, jednocześnie kupując cały węgiel od sąsiada obok.
Praktyczna wskazówka dla kierowców
Jeśli rozważasz zakup auta i obawiasz się o jego przyszłą wartość, obserwuj uważnie marcowy szczyt w Brukseli (19-20 marca 2026 r.). Wynik tego starcia pokaże, czy silniki spalinowe zyskają drugie życie. Może się okazać, że zadbany diesel lub benzyna będą za kilka lat na wagę złota, gdy rynek zareaguje na opór państw Europy Środkowej.
A Wy co o tym sądzicie? Czy Czechy mają rację, broniąc tradycyjnych silników, czy może ich opór tylko opóźnia nieunikniony postęp i walkę o czyste powietrze? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!