Stoisz przed wyborem nowego smartfona i masz już dość urządzeń, które kosztują fortunę, a psują się po dwóch latach? Google właśnie rzuciło rękawicę konkurencji, prezentując model, który ma szansę stać się hitem na polskim rynku. Pixel 10a oficjalnie zadebiutował, a ja sprawdziłem, czy obietnice o „flagowcu dla oszczędnych” mają pokrycie w rzeczywistości.

Ekologia, która nie boli, i kolory, które kuszą

Wielu producentów mówi o ekologii, ale Google przeszło do konkretów. Obudowa nowego Pixela to w 100% aluminium z recyklingu i ponad 80% przetworzonego plastiku. Ale spokojnie, to nie jest tani plastik, który trzeszczy w dłoniach. W dotyku telefon sprawia wrażenie produktu premium, szczególnie w nowym, eleganckim kolorze porcelanowym, który zastąpił nudną szarość.

  • Ekran Actua Display 6,3 cala: o 11% jaśniejszy niż u poprzednika – idealny na spacery w pełnym słońcu po warszawskich Łazienkach.
  • Wytrzymałość IP68: telefon przetrwa przypadkową kąpiel w wannie lub ulewę.
  • Szkło Gorilla Glass 7i: solidna ochrona przed zarysowaniami od kluczy w kieszeni.

Sercem jest procesor, ale duszą algorytmy

Pod maską znajdziemy układ Tensor G4. I tutaj pojawia się pewien niuans – to ta sama jednostka, która napędzała ubiegłoroczną linię Pixel 9. Czy to wada? W moim odczuciu nie, bo Google stawia na optymalizację i sztuczną inteligencję Gemini, a nie na puste cyferki w benchmarkach. Telefon działa płynnie, a funkcje AI, takie jak „Circle to Search”, stają się uzależniające już po pierwszym dniu użytkowania.

Dlaczego eksperci od technologii wybierają kremowy wariant nowego Pixela 10a - image 1

Aparat, który myśli za Ciebie

Choć fizycznie mamy tu zestaw 48 MP i 13 MP (bez teleobiektywu), magia dzieje się w oprogramowaniu. Nowością w serii „a” jest funkcja „Add Me”. Bywało tak, że to Ty zawsze robiłeś zdjęcia znajomym i nigdy nie było Cię na wspólnej fotce? Teraz algorytm doklei Cię do grupy tak naturalnie, że nikt nie rozpozna manipulacji. To mała rewolucja w fotografii mobilnej.

Cena, która w Polsce miło zaskakuje

Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się w portfelu. Podstawowy model 128 GB debiutuje w cenie około 546 euro (ok. 2350 zł), co czyni go tańszym na start od swojego poprzednika. W dobie szalejącej inflacji to ruch, którego nikt się nie spodziewał. Co więcej, polskie sieci takie jak T-Mobile czy sklepy typu Media Expert już przygotowują agresywne programy odkupu starych urządzeń.

Mój konkretny lifehack: Jeśli planujesz zakup, zrób to do 18 marca w oficjalnym sklepie lub u partnerów. Google dorzuca wtedy nowe słuchawki Pixel Buds 2a o wartości 150 euro zupełnie za darmo. To najlepszy moment na przesiadkę, by zminimalizować koszty.

Nowy Pixel 10a to solidny gracz, który udowadnia, że nie musisz wydawać 5 tysięcy złotych, by mieć w kieszeni najnowocześniejsze AI i świetny aparat. A Ty, co sądzisz o strategii Google – wolisz niższą cenę kosztem nieco starszego procesora, czy wolisz dopłacić do pełnego flagowca?