Może się to wydawać niemoralne, a nawet makabryczne, ale w internecie trwa gorąca licytacja dotycząca liczby chorych na odrę. Od stycznia na platformach typu Kalshi czy Polymarket obstawiono już prawie 9 milionów dolarów na rozwój pandemii. Zamiast jednak potępiać te zakłady, epidemiolodzy zaczynają zauważać w nich coś, czego nie mają ich własne modele: niezwykłą skuteczność.
"Mądrość tłumu" kontra skomplikowane algorytmy
Jak to działa? Wyobraź sobie giełdę, na której zamiast akcji spółek technologicznych, kupujesz udziały w przewidywaniach dotyczących zdrowia publicznego. Jeśli większość rynku obstawia, że liczba zachorowań przekroczy określony próg, cena takiego zakładu rośnie. To klasyczny mechanizm rynkowy, który zamiast wykresów giełdowych, wykorzystuje zbiorową inteligencję tysięcy ludzi.
Naukowcy nazywają to „mądrością tłumu”. Podczas gdy ekspert siedzi nad genomami wirusa i danymi klimatycznymi, hazardzista śledzi zasięgi w mediach społecznościowych, lokalne raporty lekarzy w swojej dzielnicy i własną intuicję. Zaskakujące jest to, że suma tych małych, rozproszonych informacji często lepiej oddaje rzeczywistość niż sztywne modele matematyczne.
Czy to moralne?
Krytycy słusznie zauważają, że zarabianie na chorobach budzi etyczne kontrowersje. W przeszłości te same platformy pozwoliły użytkownikom obstawiać scenariusze wojen czy śmierć politycznych przywódców, co wywołało wściekłość w amerykańskim Kongresie. Mimo to branża prognozowania rozwija się w najlepsze, wchodząc w obszary, które dotąd były domeną wyłącznie instytutów badawczych.

Oto dlaczego rynki prognoz stały się tak przydatne dla nauki:
- Szybkość reakcji: Tłum reaguje na zmiany z dnia na dzień, podczas gdy przygotowanie oficjalnego raportu epidemiologicznego trwa tygodniami.
- Różnorodność poznawcza: Amatorzy patrzą na problem z wielu perspektyw, których naukowiec z zamkniętego laboratorium może po prostu nie zauważyć.
- Weryfikowalność: Pieniądze na stole sprawiają, że ludzie dokładają większych starań, by sprawdzić fakty przed „postawieniem” na wynik.
Czy specjaliści są zagrożeni?
Oczywiście, nie oznacza to, że powinniśmy wyrzucić do kosza pracę epidemiologów. Eksperci tacy jak Spencer J. Fox z University of Arizona ostrzegają: rynki zakładów to tylko uzupełnienie, a nie zastępstwo. Rynek nie posiada „granulacji” – nie potrafi przewidzieć, jak wirus zachowa się w określonej grupie wiekowej czy konkretnym regionie Polski, gdzie poziom wyszczepienia jest inny niż w reszcie kraju.
Prawdziwym wyzwaniem pozostaje fakt, że jeśli przestaniemy inwestować w naukowe modelowanie chorób, przy kolejnej pandemii światowej skali zostaniemy z niczym poza „opiniami” hazardzistów. A ci, choć bywają skuteczni, nie potrafią stworzyć szczepionki ani opracować protokołów leczenia.
A Wy co o tym sądzicie? Czy uważacie, że rynki prognoz powinny być legalnym źródłem danych dla służb medycznych, czy też jest to przekroczenie granicy, której nigdy nie należało naruszać?