Krótki spacer na Księżyc musi poczekać, a plany NASA właśnie legły w gruzach z powodu usterki, której nikt się nie spodziewał. Zamiast widowiskowego startu, gigantyczna rakieta SLS wraca do hangaru, a inżynierowie drapią się po głowach, próbując opanować kryzys. Jeśli myśleliście, że podbój kosmosu to tylko prosta droga w górę, ta sytuacja pokazuje, jak jeden mały element może wstrzymać misję wartą miliardy dolarów.

Od wycieku do wycieku: co poszło nie tak?

Wydawało się, że najgorsze już za nami – inżynierowie NASA w końcu poradzili sobie z kapryśnymi wyciekami wodoru, które przekreśliły poprzednie terminy startu. Ale kosmos nie wybacza błędów i właśnie pojawił się nowy problem z systemem helu. W branży mówi się, że to jak próba naprawy starego Poloneza: kiedy w końcu załatasz chłodnicę, nagle wysiada elektryka.

Dlaczego hel jest tak ważny? Wyobraźcie sobie go jako "oddech" rakiety:

  • Służy do przedmuchiwania silników przed zapłonem.
  • Utrzymuje odpowiednie ciśnienie w zbiornikach paliwa.
  • Bez stabilnego przepływu helu, górny stopień rakiety jest po prostu bezużyteczny.

Wielki powrót do Hangaru 39

NASA ogłosiła, że zamiast na orbitę, rakieta SLS wybierze się w czteromilową, żółwią podróż z powrotem do Vehicle Assembly Building. To decyzja ostateczna, która oznacza, że żadnego lotu przed kwietniem nie będzie. Inżynierowie przyznają wprost: musimy zajrzeć pod maskę, bo na platformie startowej nic więcej nie zdziałamy.

Dlaczego inżynierowie NASA musieli wycofać rakietę księżycową z platformy - image 1

Ale tu pojawia się haczyk. Okna startowe na Księżyc to nie rozkład jazdy PKP – nie można odjechać o dowolnej porze. NASA ma tylko kilka dni w miesiącu, kiedy układ Ziemi i Księżyca pozwala na bezpieczny lot. Każda godzina spędzona w hangarze to ryzyko, że misja Artemis II przesunie się o kolejne miesiące.

Co to oznacza dla załogi?

Troje Amerykanów i jeden Kanadyjczyk, którzy mają być pierwszymi ludźmi przy Księżycu od ponad pół wieku, pozostają w Houston w trybie czuwania. To specyficzny rodzaj stresu – jesteś spakowany na najważniejszą wyprawę życia, a Twoja "taksówka" właśnie wróciła do warsztatu.

Mała lekcja przetrwania w kosmosie

W mojej praktyce śledzenia misji kosmicznych zauważyłem, że takie opóźnienia, choć irytujące, są najlepszą polisą ubezpieczeniową dla astronautów. Lepiej naprawić nieszczelny zawór na Florydzie niż szukać pomocy 400 000 kilometrów od domu. Jeśli planujecie oglądać start, uzbrójcie się w cierpliwość – kwiecień to obecnie najbardziej optymistyczny wariant.

A jak Wy podchodzicie do takich opóźnień? Czy Waszym zdaniem NASA powinna ryzykować i przyspieszać terminy, czy bezpieczeństwo załogi jest warte każdych pieniędzy i czasu? Dajcie znać w komentarzach!