Wyobraź sobie, że tankujesz samochód, a paliwo ma temperaturę minus 250 stopni Celsjusza i ucieka przez każdą, nawet niewidoczną szczelinę. Właśnie z takim wyzwaniem mierzy się NASA przy swojej gigantycznej rakiecie księżycowej SLS. To nie jest zwykła usterka – od sukcesu tego jednego testu zależy, czy ludzkość wróci na Księżyc jeszcze w marcu.
Śledzę postępy misji Artemis od lat i jedno rzuciło mi się w oczy: wodór to największy wróg nowoczesnej kosmonautyki. Jest tak lekki i ma tak małe cząsteczki, że przecieka tam, gdzie inne gazy nie dają rady. To właśnie te nieszczelności zatrzymały ostatnią próbę, zmuszając inżynierów do gorączkowej wymiany uszczelek pod ogromną presją czasu.
Dlaczego ten test decyduje o wszystkim?
NASA nie wyśle czterech astronautów w podróż życia, dopóki nie udowodni, że potrafi bezpiecznie zatankować 2,6 miliona litrów superzimnego paliwa. To prawdziwy test nerwów, który przypomina próbę napełnienia dziurawego wiadra pod ogromnym ciśnieniem.
- Wymiana uszczelek: Inżynierowie wymienili kluczowe elementy łączące rakietę z wieżą startową.
- Zagrożenie wybuchem: Nawet mały wyciek wodoru w połączeniu z tlenem to przepis na katastrofę.
- Stawka jest wysoka: Jeśli test przejdzie pomyślnie, start misji Artemis II może nastąpić już 6 marca.
Problem, który ciągnie się od dekad
Wielu z nas pamięta erę promów kosmicznych. Co ciekawe, obecna rakieta SLS korzysta z tych samych silników, co legendarne promy. Być może tutaj tkwi haczyk – stara technologia spotyka się z nowymi standardami bezpieczeństwa. Nowy administrator NASA przyznał nawet, że systemy połączeń paliwowych wymagają całkowitego przeprojektowania, ale na to nie ma teraz czasu.

W Polsce często narzekamy na opóźnienia w budowie dróg czy kolei, ale w kosmosie margines błędu wynosi zero. Jedna źle dokręcona śruba lub zatkany filtr (który też wymieniono przed tym testem) może zniszczyć sprzęt wart miliardy dolarów i narazić życie załogi.
Jak NASA "leczy" wycieki?
W mojej praktyce obserwatora technologii zauważyłem, że rozwiązania w NASA są czasem zaskakująco przyziemne. Aby sprawdzić, czy z rakiety nie ucieka paliwo, inżynierowie nie używają tylko futurystycznych czujników, ale też... specjalnych "detektorów płomienia" i analizy składu gazu wokół złączy.
Praktyczny fakt: Ciekły wodór jest tak zimny, że zamienia powietrze wokół rur w lód. Gdy widzisz białe chmury wokół rakiety na Florydzie, to nie tylko dym – to skroplona wilgoć i ekstremalny mróz, który testuje wytrzymałość materiałów.
Obecnie załoga misji monitoruje postępy bezpośrednio z centrum kontroli. To będzie pierwsza taka wyprawa od 1972 roku. Czy Twoim zdaniem NASA powinna ryzykować start na "starych" silnikach, czy czekać kolejne lata na nową technologię? Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie!