Wyobraź sobie, że planujesz najważniejszą podróż swojego życia, ale tuż przed startem zauważasz wyciek paliwa w samochodzie. W przypadku NASA stawka jest nieco wyższa – chodzi o gigantyczną rakietę SLS i powrót ludzi na Księżyc po ponad 50 latach przerwy. Po serii nerwowych napraw na przylądku Canaveral, inżynierowie w końcu podjęli decyzję o wznowieniu odliczania.
Wyciek, który mógł zmienić wszystko
Dwa tygodnie temu serca fanów kosmosu zamarły. Podczas testów tankowania wykryto nieszczelność płynnego wodoru – paliwa tak kapryśnego, że wystarczy mikroskopijna szczelina, by cała misja stanęła pod znakiem zapytania. To nie był pierwszy raz; podobne usterki prześladowały program Artemis już trzy lata temu.
Ale mam dla Was dobre wieści. Zespół techniczny nie tylko zidentyfikował problem, ale przeprowadził błyskawiczną "operację na otwartym sercu" potężnej rakiety. Co dokładnie zrobili?
- Wymienili dwie kluczowe uszczelki w systemie przesyłu paliwa.
- Odetkali zapchany filtr, który blokował przepływ w krytycznym momencie.
- Zaktualizowali procedury, aby uniknąć gwałtownych skoków ciśnienia.
Dlaczego nie polecieliśmy od razu?
Wielu z nas pyta: "Dlaczego to trwa tak długo?". Odpowiedź jest prosta – bezpieczeństwo załogi misji Artemis II jest absolutnym priorytetem. To nie jest lot bezzałogowy. Na pokładzie znajdzie się czwórka astronautów, którzy polecą na ciemną stronę Księżyca i z powrotem.

Być może zauważyliście, że data startu została przesunięta na 6 marca. Choć kusiło, by przyspieszyć o trzy dni, NASA wybrała ostrożność. W moich analizach często powtarzam: w kosmosie pośpiech to najgorszy doradca. Lepiej poświęcić dodatkowe 72 godziny na analizę danych z tankowania, niż ryzykować awarię w termosferze.
Jak wygląda "próba generalna" na mokro?
To, co dzieje się teraz w Kennedy Space Center, to tak zwany "wet dress rehearsal". Rakieta zostaje w pełni zatankowana, a systemy podtrzymywania życia sprawdzone do granic możliwości, ale silniki gasną na sekundy przed "odlotem". To jak wielki test sprawnościowy, od którego zależy, czy dostaniemy zielone światło na marzec.
Ciekawostka: Ostatni raz człowiek opuścił ziemską orbitę w kierunku Księżyca w 1972 roku. Dzisiejsza technologia jest o lata świetlne do przodu, ale fizyka płynnego wodoru pozostaje tak samo bezlitosna jak za czasów programu Apollo.
Co to oznacza dla nas?
Jeśli testy zakończą się sukcesem w ten czwartek, będziemy świadkami historycznego momentu już za kilka tygodni. To nie jest tylko amerykański sukces – to krok dla całej ludzkości, który otwiera drzwi do stałej bazy na biegunie południowym Księżyca.
A Wy jak myślicie? Czy po tylu latach przerwy uda nam się wylądować na Księżycu bez dalszych opóźnień, czy może kosmos znów nas czymś zaskoczy? Dajcie znać w komentarzach!