Wyobraź sobie obiekt tak wielki, że gdyby stanął w miejscu Słońca, pochłonąłby Jowisza. Jedna z największych znanych nam gwiazd we wszechświecie właśnie zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie, a astronomowie spierają się, czy to jej ostatnie chwile. To, co dzieje się 160 tysięcy lat świetlnych stąd, może na zawsze zmienić naszą wiedzę o tym, jak umierają kosmiczne kolosy.
Nagła metamorfoza czerwonego nadolbrzyma
WOH G64 to prawdziwy potwór. Przez lata znaliśmy ją jako stabilnego czerwonego nadolbrzyma, ponad 1500 razy większego od naszego Słońca. W moich obserwacjach podobnych zjawisk rzadko zdarza się coś tak gwałtownego: nagle gwiazda zaczęła "blednąć" i stawać się coraz gorętsza.
Kiedy naukowcy spojrzeli na dane, nie mogli uwierzyć. Gwiazda wyraźnie zmieniała swój stan skupienia i temperaturę. Część badaczy ogłosiła wręcz, że WOH G64 przestała być czerwonym olbrzymem i stała się rzadkim żółtym hiperolbrzymem. Co to oznacza w praktyce?
- Gwałtowny wzrost temperatury powierzchni.
- Kurczenie się obiektu (do "zaledwie" 800 promieni Słońca).
- Wyrzucanie ogromnych ilości materii w przestrzeń kosmiczną.
Czy to początek końca?
Wielu uważa, że taka przemiana to ostatni krok przed wybuchem supernowej. Byłoby to wydarzenie, którego nie widzieliśmy w naszej części wszechświata od setek lat. Ale tutaj pojawia się haczyk. Nowsze obserwacje przeprowadzone przy pomocy ogromnego teleskopu SALT w RPA rzucają na sprawę zupełnie inne światło.

Okazuje się, że w atmosferze gwiazdy wciąż znajduje się tlenek tytanu. Dla żółtych hiperolbrzymów jest tam po prostu za gorąco, by ta substancja przetrwała. Ale jest coś jeszcze ciekawszego: obok kolosa odkryto mniejszą, bardzo gorącą gwiazdę towarzyszącą.
Dlaczego gwiazda nas "oszukuje"?
Być może WOH G64 wcale nie umiera, a jedynie przechodzi przez "trudny okres" w relacji ze swoim sąsiadem. Bywa to podobne do sytuacji z Betelgezą, która kilka lat temu nagle przygasła, wywołując panikę wśród amatorów astronomii, by po chwili wrócić do normy. W przypadku WOH G64 winna może być międzygwiezdna chmura pyłu wyrzucona podczas gigantycznej erupcji.
Moja rada dla fanów nocnego nieba: Obserwujcie doniesienia o Wielkim Obłoku Magellana. Choć WOH G64 nie widać gołym okiem z Polski (potrzebujemy do tego nieba nad Australią lub Chile), to ewentualny wybuch byłby widoczny nawet w dzień – jako jasny punkt na południowym horyzoncie.
Co dalej z kosmicznym gigantem?
Spór między naukowcami trwa. Jedni widzą w tym "agonię", inni tylko "kosmiczny bałagan" spowodowany obecnością drugiej gwiazdy. Jedno jest pewne: WOH G64 to system pełen niespodzianek, który uczy nas pokory wobec skali wszechświata.
A Ty jak myślisz? Czy doczekamy się spektakularnego wybuchu supernowej za naszego życia, czy kosmos będzie nas jeszcze długo trzymał w niepewności?