„Jem tuńczyka codziennie — to tanie, szybkie i zdrowe źródło białka”. Słyszę to zdanie od moich klientów niemal co tydzień. Jedna z moich podopiecznych przyznała ostatnio, że potrafi zjeść siedem puszek w ciągu siedmiu dni. Kiedy zapytałem, czy wie, co przy okazji odkłada się w jej organizmie, zapadła cisza.
Tuńczyk w puszce to stały bywalec polskich spiżarni. Jest tani, ma długi termin przydatności i nie wymaga gotowania. Wiele osób traktuje go jako fundament diety, nieświadomie ryzykując akumulację substancji, których nasze ciało nie potrafi łatwo usunąć.
Dlaczego tak bardzo go polubiliśmy?
Na papierze tuńczyk wygląda niemal idealnie. W 100 gramach produktu znajdziemy około 30 gramów białka, śladowe ilości tłuszczu i mnóstwo selenu oraz witaminy D. To prosta matematyka: otwierasz puszkę, dodajesz do sałatki czy makaronu i gotowe.
Niestety, ten proces ma swoją cenę:
- Proces konserwacji wymaga dwukrotnego podgrzania ryby, co niszczy część wartościowych witamin z grupy B.
- Podczas obróbki cieplnej tracimy też część drogocennych kwasów omega-3.
- Traktowanie konserwy jako pełnowartościowego zamiennika świeżej ryby to największy błąd dietetyczny, jaki popełniamy.

Niewidzialny problem: rtęć w twoim talerzu
Tuńczyk to duży drapieżnik, który znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego. Oznacza to, że zjada inne, mniejsze ryby, które już wcześniej wchłonęły rtęć z zanieczyszczonego środowiska. Ten pierwiastek nie znika podczas gotowania czy konserwowania.
Metylortęć kumuluje się w tkankach powoli. Jedna czy dwie puszki tygodniowo nie zrobią krzywdy. Jednak jedzenie tuńczyka codziennie sprawia, że poziom rtęci w organizmie utrzymuje się na stale wysokim poziomie. Może to wpływać na pamięć, koncentrację i układ nerwowy. Szczególną ostrożność powinny zachować kobiety w ciąży, gdyż u nich ryzyko przenikania toksyn do rozwijającego się płodu jest największe.
Ile puszek to bezpieczna granica?
Nie musisz całkowicie rezygnować z tuńczyka, ale warto wprowadzić zasadę ograniczeń. Zdrowym dorosłym zaleca się nieprzekraczanie czterech puszek tygodniowo. To idealny balans, który pozwala korzystać z zalet białka i selenu, nie przeciążając organizmu.
Co jeść zamiast tuny?
Zamiast trzymać się jednego produktu, warto zróżnicować swoją dietę. Poniższe alternatywy często wychodzą taniej i są bezpieczniejsze:
- Sardynki: mają znacznie mniej rtęci i są świetnym źródłem wapnia.
- Anchois: doskonała opcja, by podbić smak dań bez dużej ilości rtęci.
- Konserwowana łosoś: oferuje wyższą zawartość kwasów omega-3.
Moja rada? Stosuj rotację. Jeden tydzień tuńczyk, kolejny sardynki, a w jeszcze inny sięgnij po łososia. Dzięki temu twoja dieta przestanie być monotonna, a organizm uniknie nadmiaru niechcianych "dodatków".
A ty ile puszek tuńczyka zjadasz w ciągu tygodnia? Zdarzyło ci się kiedyś sprawdzać skład pod kątem zawartości rtęci?