Wielu z nas, przygotowując się do wieczornego grilla na działce czy spaceru po lesie, automatycznie sięga po spray z DEET. To dla nas standard: smarujesz skórę, czujesz charakterystyczny zapach i czujesz się bezpiecznie przed atakiem komarów. Warto jednak wiedzieć, że to małe narzędzie ochrony kryje w sobie zagadkę, nad którą naukowcy głowią się od lat.
Najnowsze badania sugerują, że komary nie tylko potrafią przyzwyczaić się do tego składnika, ale w specyficznych warunkach mogą wręcz nauczyć się kojarzyć go z... jedzeniem. Okazuje się, że nasza ochrona może być znacznie mniej „szczelna”, niż nam się wydawało.
Jak komary „uczą się” naszych zabezpieczeń
Długo sądziliśmy, że DEET działa jak chemiczna zasłona – blokuje receptory komara, przez co traci on zainteresowanie naszą krwią. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Tours rzucają jednak zupełnie nowe światło na sprawę. Naukowcy odkryli, że komary wykazują zdolności poznawcze, których wcześniej nikt nie brał pod uwagę.
Proces „szkolenia” komarów w warunkach laboratoryjnych przyniósł zaskakujące wnioski:
- Komary, które otrzymywały dawkę DEET w trakcie posiłku (krwi), zaczęły ignorować odstraszający zapach.
- Co więcej, po pewnym czasie te owady chętniej atakowały cele pachnące DEET niż te, które były „czyste”.
- Zdolność do kojarzenia substancji z nagrodą sprawia, że środek repelentny traci swoją moc odstraszającą.

Czy to koniec skuteczności popularnych sprayów?
Zanim wyrzucisz swój ulubiony spray do kosza, pamiętaj: badania przeprowadzono w mocno kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. W rzeczywistości nasze codzienne stosowanie repelentów jest nieco inne. Niemniej jednak, naukowcy zwracają uwagę na istotną lukę – jeśli dawka DEET na skórze jest zbyt niska, ryzykujemy, że zamiast odstraszyć owada, „uczestniczymy” w procesie jego edukacji.
Warto o tym pamiętać przed kolejnym wyjściem:
Jeśli czujesz, że komary w twojej okolicy są wyjątkowo zdeterminowane, często wynika to z nieodpowiedniego nakładania preparatu. Zamiast nakładać cienką warstwę, która szybko paruje lub ściera się przez pot, lepiej zadbać o dokładne pokrycie wszystkich odsłoniętych miejsc. Pozostawienie „prześwitów” to dla komara sygnał, że może bezpiecznie usiąść i – co gorsza – skojarzyć zapach ochronny z udanym posiłkiem.
Co to zmienia w naszym podejściu?
Wyniki tych badań to przypomnienie, że natura potrafi adaptować się szybciej, niż myślimy. DEET pozostaje „złotym standardem”, ale nauka pokazuje, że musimy szukać nowych sposobów na zabezpieczenie się przed chorobami przenoszonymi przez komary, których przybywa w naszych szerokościach geograficznych.
Dajcie znać, czy zauważyliście ostatnio, że klasyczne spraye działają na komary słabiej niż dawniej? A może stosujecie jakieś domowe sposoby, które w waszej opinii sprawdzają się lepiej?