Zauważyłam to, gdy w jednym dniu wpadłam na reklamę proteinowego popcornu Khloé Kardashian i podcast, w którym znany komik z powagą analizował gramaturę makroskładników. Białko stało się nową religią, a my, Polacy, coraz chętniej dorzucamy odżywkę nawet do owsianki, wierząc, że to klucz do wiecznej formy. Ale czy ta obsesja ma solidne podstawy, czy to tylko świetnie skrojony marketing?
Pułapka "superfood" w Twoim koszyku
Wchodząc do popularnych marketów typu Biedronka czy Lidl, nie sposób przegapić półek uginających się od produktów "High Protein". Serki, jogurty, a nawet batony — wszystko obiecuje nam regenerację i mięśnie. W swojej praktyce redakcyjnej często widzę, że kupujemy te produkty odruchowo, traktując je jako rozgrzeszenie za siedzący tryb życia.
Prawda jest jednak nieco bardziej prozaiczna. Nowa książka "Protein: The making of a nutritional superstar" rzuca światło na to, jak socjologowie postrzegają ten fenomen. Okazuje się, że białko to jedyny składnik odżywczy, który ma "dobry PR" u każdej grupy wiekowej:
- Millenialsi i Gen Z: Widzą w nim sposób na wyrzeźbioną sylwetkę z Instagrama.
- Boomerzy: Szukają w nim dawki energii do walki z upływem czasu.
- Seniorzy: Ma ich chronić przed utratą masy mięśniowej (sarkopenią).
Pieniądze wyrzucone do... toalety?
Jako dziennikarka zdrowotna muszę to podkreślić: w krajach o wysokim dochodzie, takich jak Polska, skrajny niedobór białka niemal nie istnieje przy standardowej diecie 2000–2500 kcal. Nasz organizm ma bardzo konkretne limity – nadmiar protein jest po prostu rozkładany i wydalany. Kupowanie drogich, "wzmocnionych" przekąsek bywa dosłownie spłukiwaniem pieniędzy w toalecie.

Co więcej, długotrwałe przeładowanie dietą wysokobiałkową nie jest obojętne dla zdrowia. Istnieją przesłanki, że może to obciążać nerki i zwiększać ryzyko problemów z sercem. Umiar bywa bardziej "fit" niż kolejna porcja izolatu.
Jak sprawdzić, czy naprawdę potrzebujesz więcej białka?
Zamiast ulegać modzie, warto spojrzeć na twarde dane. Wytyczne są prostsze, niż sugerują to opakowania suplementów:
- Standardowa norma to 0,75 g białka na kilogram masy ciała dziennie.
- Dla osoby ważącej 70 kg to zaledwie 52,5 g – ilość, którą łatwo dostarczyć z twarogiem, jajkiem czy porcją strączków.
- Bycie fit-influencerem nie oznacza, że Twoje zapotrzebowanie rośnie w nieskończoność – organizm i tak nie przyswoi "magicznych" dawek.
Mały lifehack: Zamiast przepłacać za proteinowe puddingi, dorzuć do posiłku garść pestek dyni lub soczewicę. Efekt sytości będzie podobny, a Twój portfel i jelita (błonnik!) podziękują Ci bardziej.
A Ty jak podchodzisz do trendu high-protein? Czy sprawdzasz zawartość białka na etykietach przed włożeniem produktu do koszyka, czy uważasz, że to po prostu kolejna moda, która niedługo przeminie? Czekam na Wasze opinie w komentarzach!