Większość z nas wierzy, że czas leczy rany, ale u około 5% osób ból po stracie bliskiej osoby zdaje się nigdy nie słabnąć. Nie jest to kwestia słabego charakteru czy braku woli, lecz konkretnych zmian w chemii naszego mózgu. Zrozumienie, dlaczego niektórzy z nas "utykają" w przeszłości, to pierwszy krok do odzyskania kontroli nad własnym życiem.
To nie jest zwykły smutek
Długotrwałe zaburzenie żałoby (PGD) oficjalnie trafiło na listę jednostek medycznych, wywołując niemałe zamieszanie. Czy można nadać termin ważności ludzkiemu cierpieniu? Naukowcy z University of New South Wales dowodzą, że PGD różni się od depresji czy traumy na poziomie neurologicznym.
W klasycznej żałobie ból z czasem balansuje się z nowymi bodźcami. W przypadku PGD mózg wpada w pułapkę. Podczas gdy u osób z lękiem dominują systemy unikania, u osób z zaburzoną żałobą aktywuje się... układ nagrody. Brzmi to paradoksalnie, ale mózg zaczyna "karmić się" wspomnieniem o zmarłym, nie potrafiąc znaleźć satysfakcji w niczym innym.
Co dzieje się w Twojej głowie?
- Jądro półleżące: Ten obszar odpowiada za motywację. U osób z PGD reaguje on niezwykle silnie na zdjęcia lub imię zmarłego, wywołując bolesne, fizyczne wręcz pragnienie kontaktu.
- Ciało migdałowate: Przetwarza emocje. W tym stanie reaguje agresywnie na symbole śmierci (np. cmentarze), ale niemal całkowicie wyłącza się przy pozytywnych obrazach, takich jak piękny krajobraz.
- Blokada emocjonalna: Mózg działa jak filtr, który przepuszcza tylko tęsknotę, odcinając zdolność do odczuwania radości z codziennych chwil.
Dlaczego leki często nie pomagają?
W mojej praktyce obserwacyjnej często spotykam się z frustracją pacjentów, na których nie działają standardowe antydepresanty. I tu pojawia się kluczowy wniosek z najnowszych badań: PGD nie reaguje na klasyczne leki przeciwdepresyjne tak, jak typowa depresja.

W Polsce wciąż często wrzuca się te stany do jednego worka, co jest błędem. Jeśli żałoba staje się destrukcyjna, potrzebna jest terapia celowana, a nie tylko farmakologia. Jednak gdy PGD współwystępuje z depresją, dopiero połączenie obu metod daje realną szansę na przełom.
Jak sprawdzić, czy to już "ten" moment?
Nie ma jednego skanera mózgu, który postawi diagnozę podczas rutynowej wizyty w przychodni. Istnieją jednak sygnały ostrzegawcze, które zauważamy w badaniach neuroobrazowych nawet rok przed zaostrzeniem objawów:
- Nadmierne analizowanie i "filtrowanie" każdej informacji przez pryzmat straty.
- Problemy z planowaniem przyszłości przekraczającej najbliższe 24 godziny.
- Całkowita utrata zainteresowania dawnymi pasjami, które kiedyś sprawiały frajdę.
Praktyczna wskazówka: Jeśli czujesz, że tkwisz w miejscu, spróbuj metody małych kroków w naturze. Brzmi to banalnie, ale badania sugerują, że zmiana otoczenia na naturalne (las, park) pomaga "zresetować" przeciążone ciało migdałowate szybciej niż zamknięcie się w czterech ścianach przy świeczniku ze zdjęciem bliskiej osoby.
Być może w Twoim otoczeniu jest ktoś, kto od lat "nie jest sobą" po stracie kogoś ważnego? A może sami czujecie, że Wasz mózg stworzył bezpieczną, ale bolesną bańkę wspomnień? Jak myślicie, czy wyznaczenie medycznej granicy żałoby pomaga w leczeniu, czy tylko dodatkowo stygmatyzuje cierpiących?