Wydaje nam się, że o "najbardziej zabójczym grzybie świata" wiemy już wszystko. Jednak najnowsze doniesienia z laboratorium Anne Pringle na Uniwersytecie Wisconsin-Madison budzą niepokój. Okazuje się, że muchomor sromotnikowy (Amanita phalloides) nie tylko kolonizuje kolejne kontynenty, ale w locie zmienia swoją "recepturę" na truciznę, stając się jeszcze bardziej nieprzewidywalnym przeciwnikiem.
Genetyczna ewolucja na naszych oczach
Większość z nas kojarzy sromotnika jako białawego, niepozornego grzyba, który jest odpowiedzialny za 90% śmiertelnych zatruć na świecie. Choć jego domem jest Europa, w latach 30. XX wieku trafił do USA i od tego czasu dzieje się coś dziwnego. W Kalifornii te grzyby zaczęły rosnąć w nienaturalnym zagęszczeniu – pod jednym drzewem można znaleźć ich nawet 40, co w przypadku rodzimych gatunków jest praktycznie niespotykane.
Ale to nie wszystko. Naukowcy odkryli, że kalifornijskie populacje zmieniły swój kod genetyczny odpowiedzialny za produkcję toksyn (geny MSDIN). To tak, jakby grzyb porzucił starą książkę kucharską i zaczął eksperymentować z nowymi, nieznanymi nam wcześniej składnikami.

Co właściwie się zmieniło?
- Brak "instrukcji" startowej: Dotychczas sądzono, że każda toksyna wymaga tzw. sekwencji liderowej, by powstać. Grzyby z Kalifornii potrafią ją pominąć.
- Ogromna skala: Nowe cząsteczki (peptydy) są produkowane w ilościach o kilka rzędów wielkości większych niż u ich europejskich kuzynów.
- Agresywna ekspansja: Te zmiany mogą pomagać grzybowi w szybszej dominacji nad lokalnymi ekosystemami.
W mojej praktyce obserwatora natury rzadko widuje się tak szybką adaptację u organizmów, które uważaliśmy za "stałe" w swojej budowie chemicznej. To sygnał, że inwazyjne gatunki potrafią dostosować swój arsenał do nowego środowiska w sposób, którego nie przewidzieliśmy.
Co to oznacza dla nas w Polsce?
Choć badania dotyczą Kalifornii, mechanizm ten pokazuje, jak plastyczna jest natura. W Polsce muchomor sromotnikowy jest stałym elementem lasów, ale warto pamiętać, że zmiany klimatyczne i migracje gatunków mogą wpłynąć na to, jak grzyby zachowują się w naszych regionach. Zasada jest jedna i niezmienna: jeśli masz choć cień wątpliwości co do blaszkowego grzyba – zostaw go w lesie. Żadna zupa nie jest warta ryzyka starcia z "genetycznym mordercą", który właśnie uczy się nowych sztuczek.
A Ty jak sprawdzasz swoje zbiory? Czy ufasz tylko atlasom, czy masz własne, sprawdzone od lat metody na rozpoznawanie bezpiecznych okazów?