Od lat uczono nas, że w sercu naszej galaktyki drzemie potężna, nienasycona czarna dziura Sagittarius A*. Okazuje się jednak, że to, co braliśmy za grawitacyjną pułapkę bez powrotu, może być czymś zupełnie innym. Nowe analizy sugerują, że zamiast niszczycielskiej osobliwości, w centrum Drogi Mlecznej znajduje się gigantyczne skupisko niewidzialnej materii.
Zaskakująca teoria z Argentyny
Zespół badaczy z Narodowego Uniwersytetu La Plata postawił hipotezę, która wywraca do góry nogami nasze podręczniki do fizyki. Sagittarius A* może być w rzeczywistości chmurą ciemnej materii, złożoną z niezwykle lekkich cząstek zwanych fermionami. Z daleka taki obiekt wygląda i zachowuje się identycznie jak czarna dziura, ale diabeł tkwi w szczegółach.
W mojej praktyce śledzenia nowinek kosmicznych rzadko spotykam teorie, które są tak odważne, a jednocześnie tak dobrze dopasowane do istniejących danych. Naukowcy zauważyli, że model ciemnej materii idealnie tłumaczy ruch gwiazd i obłoków gazu, które obserwujemy na mapach nieba, dostępnych nawet w popularnych aplikacjach do obserwacji gwiazd, z których korzystamy w Polsce podczas letnich nocy.
Statek, który mógłby przez to przelecieć
Najbardziej fascynująca różnica polega na tym, co stałoby się, gdybyśmy zbliżyli się do centrum galaktyki. W przypadku czarnej dziury czekałaby nas "spaghettizacja" i pewna śmierć. Jednak jak zauważa Carlos Argüelles, jeden z autorów badań, przez jądro z ciemnej materii można by po prostu przelecieć.

- Obiekt nie posiada horyzontu zdarzeń, z którego nie ma powrotu.
- Gęstość materii jest ogromna, ale nie nieskończona.
- Grawitacja działa tak samo, dopóki nie znajdziesz się "wewnątrz" chmury.
Dlaczego nie mamy jeszcze pewności?
Być może zastanawiasz się: skoro mamy zdjęcia z Teleskopu Horyzontu Zdarzeń (EHT), to dlaczego wciąż o tym dyskutujemy? Nuans polega na tym, że świecący pierścień materii widać w obu scenariuszach. Grawitacja gęstego skupiska ciemnej materii przyciąga gaz tak samo mocno, tworząc podobny obraz na zdjęciach.
Ale jest pewien haczyk. Inni eksperci, jak Gaston Giribet z Nowego Jorku, przypominają o zasadzie brzytwy Ockhama: najprostsze wyjaśnienie jest zazwyczaj prawdziwe. Czarna dziura to koncept, który znamy lepiej. Ponadto gigantyczna czarna dziura M87*, którą widzieliśmy na słynnych fotografiach, jest miliardy razy cięższa od Słońca – a ciemna materia mogłaby mieć problem z utrzymaniem tak wielkiej masy w jednej kupie.
Praktyczna lekcja patrzenia w niebo
Jeśli chcesz poczuć skalę tego odkrycia, spróbuj podczas najbliższego bezchmurnego wieczoru zlokalizować Gwiazdozbiór Strzelca. To właśnie tam, 26 tysięcy lat świetlnych od Twojego balkonu czy ogródka, znajduje się to tajemnicze serce galaktyki. Świadomość, że patrzysz w stronę obiektu, który może być kluczem do zrozumienia 85% masy całego wszechświata, kompletnie zmienia perspektywę.
Co to oznacza dla nas?
Jeśli Sagittarius A* rzeczywiście okaże się ciemną materią, będziemy musieli napisać fizykę na nowo. To by oznaczało, że ciemna materia nie tylko "jest" gdzieś tam w kosmosie, ale potrafi tworzyć gęste struktury tuż pod naszym nosem.
Na ostateczne potwierdzenie poczekamy pewnie dekady, aż powstanie kolejna generacja teleskopów, zdolna zajrzeć jeszcze głębiej. A Wy jak sądzicie – czy w centrum naszej galaktyki kryje się mroczna otchłań, czy może gigantyczna, przezroczysta chmura materii, której wciąż nie rozumiemy?