Wyobraź sobie naczynie Petriego, w którym tętni życie. To nie są jednak zwykłe komórki — to 800 tysięcy ludzkich neuronów połączonych z elektrodami, które właśnie nauczyły się grać w jedną z najbardziej kultowych strzelanek w historii. Choć brzmi to jak scenariusz filmu science-fiction z lat 90., dzieje się to tu i teraz, a tempo postępu zadziwia nawet największych sceptyków.
W mojej praktyce rzadko spotykam przełomy, które są jednocześnie fascynujące i nieco niepokojące. Jeszcze niedawno naukowcy z Cortical Labs potrzebowali lat, by nauczyć "mózg na chipie" prostego odbijania piłeczki w grze Pong. Dziś, dzięki nowemu interfejsowi, niezależny programista dokonał czegoś znacznie trudniejszego w zaledwie kilka dni. To już nie jest tylko eksperyment — to początek nowej ery komputerów biologicznych.
Dlaczego krzem to za mało?
Możesz się zastanawiać, po co nam neurony w komputerze, skoro mamy potężne karty graficzne i procesory. Odpowiedź jest prosta: wydajność i adaptacja. Nasze biologiczne procesory potrafią uczyć się błyskawicznie, zużywając przy tym ułamek energii, której potrzebuje tradycyjna sztuczna inteligencja.
- Szybkość nauki: Biologiczny system opanował zasady Doom znacznie szybciej niż standardowe algorytmy uczenia maszynowego.
- Elastyczność: Neurony radzą sobie z niepewnością i chaosem, co w świecie cyfrowym jest ogromnym wyzwaniem.
- Dostępność: Dzięki wykorzystaniu języka Python, programowanie żywych komórek stało się niemal tak proste, jak tworzenie aplikacji na telefon.
Jak mózg "widzi" grę bez oczu?
To jest ten moment, w którym nauka staje się niemal magiczna. Komórki nie mają oczu ani rąk. Komunikują się poprzez impulsy elektryczne. Elektrody przesyłają sygnały o tym, co dzieje się na ekranie, a neurony reagują, ucząc się, które wyładowania "poprawiają" ich sytuację w wirtualnym świecie.

Ale jest pewien niuans. Choć system gra lepiej niż losowy program, wciąż nie ma szans w starciu z przeciętnym graczem z Polski, który spędził weekendy przy klasykach gatunku. Na razie neuronowy gracz porusza się nieco po omacku, ale kierunek zmian jest jasny.
Co to oznacza dla nas w praktyce?
Możesz pomyśleć: "Fajnie, ale co mi po grających komórkach?". Otóż te badania to poligon doświadczalny dla znacznie ważniejszych technologii. Skoro neurony radzą sobie z nawigacją w korytarzach gry, wkrótce będą mogły sterować precyzyjnymi ramionami robotów medycznych lub protezami, które będą reagować tak naturalnie, jak nasze własne ciało.
Warto zauważyć, że to rozwiązanie działa trochę jak filtr do kawy, ale dla danych — odsiewa szum i skupia się na tym, co istotne dla przetrwania w grze. Przejście od Ponga do Doom to jak skok z roweru do sportowego samochodu w zaledwie kilka lat.
A Ty jak sądzisz? Czy czułbyś się komfortowo wiedząc, że Twoim inteligentnym domem lub samochodem steruje mały, żywy "mózg" zamknięty w obudowie komputera? Czekam na Wasze opinie w komentarzach!