Nad naszymi głowami dzieje się coś, czego nie widać gołym okiem, a co może zmienić zasady gry dla ziemskiej atmosfery. Badacze właśnie odkryli ślady metalu w regionie, który do tej pory pozostawał niemal dziewiczy. Okazuje się, że to, co wysyłamy w kosmos, wraca do nas w formie chemicznego pyłu.
W dzisiejszych czasach walka o czyste powietrze kojarzy nam się głównie ze spalinami aut na ulicach Warszawy czy Krakowa. Jednak najnowsze odkrycie zespołu Robina Winga z Instytutu Fizyki Atmosfery im. Leibniza przenosi problem znacznie wyżej – tam, gdzie kończą się loty samolotów, a zaczyna przestrzeń kosmiczna.
Ślad, który zostawił Falcon 9
Wykorzystując niezwykle czułe lasery, naukowcy namierzyli chmurę litu dryfującą w mezosferze. Dzięki precyzyjnemu modelowaniu trajektorii udało się ustalić winowajcę: to pozostałości po spaleniu się zużytego stopnia rakiety SpaceX, która wracała na Ziemię nad Oceanem Atlantyckim.
Dlaczego to tak istotne? Do tej pory sądziliśmy, że kosmiczne śmieci po prostu "znikają". Teraz mamy pierwszy twardy dowód, że:
- Pozostawiają one trwały, sztuczny odcisk chemiczny w atmosferze.
- Skład tego pyłu (lit z baterii i specjalne stopy metali) drastycznie różni się od naturalnego pyłu z meteorów.
- Ilość spalanego materiału rośnie w tempie wykładniczym.
Region, o którym zapomnieliśmy
Obszar na wysokości od 80 do 120 kilometrów to "ziemia niczyja". Jest za wysoko dla balonów meteorologicznych i za nisko dla satelitów. A to właśnie tam decydują się losy naszej łączności GPS, sygnału radiowego oraz ochrony przed promieniowaniem UV.

W mojej pracy często spotykam się z optymizmem technologicznym, ale tutaj pojawia się ważny niuans. Jeśli do 2030 roku codziennie w atmosferze będzie płonąć kilka ton metalu, nasza warstwa ozonowa może zacząć reagować w sposób, którego jeszcze nie rozumiemy. Aluninium i chlor z rakiet mogą realnie spowolnić jej regenerację.
Jak to wpływa na Twoją codzienność?
Możesz pomyśleć: "Co mnie obchodzi lit 100 km nad ziemią?". Ale prawda jest taka, że stabilność atmosfery to stabilność technologii, od której zależymy każdego dnia.
- Zakłócenia sygnału: Zmiany w mezosferze mogą wpływać na precyzję nawigacji w Twoim telefonie.
- Ochrona UV: Osłabienie warstwy ozonowej to realne ryzyko dla zdrowia, nawet podczas spaceru w słoneczny dzień.
- Globalne ocieplenie: Sadza z silników rakietowych zatrzymuje ciepło w górnych warstwach, co jest nowym czynnikiem w modelach klimatycznych.
Co możemy z tym zrobić?
Obecnie nie istnieją żadne regulacje prawne dotyczące emisji związanych z powrotem satelitów. To zupełna "wolna amerykanka". Rozwiązaniem, o którym mówią eksperci, jest stworzenie międzynarodowej sieci monitoringu, która pozwoliłaby pociągać firmy kosmiczne do odpowiedzialności za ich "chemiczny ślad".
Być może w przyszłości każda rakieta będzie musiała mieć certyfikat "czystego powrotu", podobnie jak dzisiaj Twój samochód musi przechodzić test spalin.
Często podziwiamy nocne niebo i przelatujące satelity Starlink, ale czy zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z nimi, gdy kończą swoją misję? Czy według Was postęp technologiczny jest wart ryzykowania zmian w składzie naszej atmosfery?