Przez lata naukowcy byli przekonani, że lodowate wody Antarktydy to jedyne miejsce w oceanach wolne od rekinów. Najnowsze nagranie z głębin całkowicie obala tę teorię, pokazując potężnego drapieżnika tam, gdzie teoretycznie nie miało prawa go być. To odkrycie zmienia nasze myślenie o tym, co kryje się pod grubą warstwą lodu.
"To prawdziwy czołg": Niezwykłe spotkanie na głębokości 500 metrów
Podczas rutynowych badań dna morskiego w pobliżu Szetlandów Południowych, kamera Minderoo-UWA uchwyciła coś, co wprawiło badaczy w osłupienie. Z mroku wyłonił się ogromny, niemal czterometrowy rekin polarny (sleeper shark). Woda miała tam temperaturę zaledwie 1,27 stopnia Celsjusza.
- Gatunek: Rekin polarny (Somniosidae).
- Rozmiar: Szacowany na od 3 do 4 metrów długości.
- Głębokość: Około 490 metrów pod powierzchnią lustra wody.
- Lokalizacja: Głęboko w granicach Oceanu Południowego (poniżej 60 równoleżnika).
Dlaczego nikt nie zauważył ich wcześniej?
Wiele osób zastanawia się, jak tak wielkie zwierzęta mogły pozostać niezauważone w regionie badanym przez dziesiątki ekspedycji. Odpowiedź tkwi w specyfice Antarktydy. Ocean ten jest silnie uwarstwiony – rekiny trzymają się konkretnej, "najcieplejszej" warstwy wody na głębokości około 500 metrów.
Warto pamiętać, że większość badań w tym regionie odbywa się tylko przez trzy miesiące w roku. Przez pozostałe 75% czasu nikt nie patrzy w głąb oceanu, co pozwala tym powolnym olbrzymom na życie w całkowitej izolacji.

Co one tam jedzą?
W tak ekstremalnych warunkach rekiny pełnią rolę "ekipy sprzątającej". Żywią się głównie padliną, która opada na dno:
- Truchłami wielorybów.
- Pozostałościami gigantycznych kałamarnic.
- Innymi morskimi stworzeniami, które nie przetrwały w lodowatej toni.
Czy to efekt ocieplenia klimatu?
Choć odkrycie jest przełomowe, naukowcy tacy jak Peter Kyne sugerują pewną obawę. Możliwe, że ocieplające się oceany zmuszają drapieżniki do przesuwania swoich rewirów coraz dalej na południe. Z drugiej strony, te "ospałe" rekiny mogły być tam od zawsze, po prostu skutecznie unikając naszych kamer.
Moja rada dla fanów przyrody: Śledząc doniesienia o zmianach klimatu, zwracajcie uwagę na migracje gatunków. To, co dziś wydaje się sensacją, za 10 lat może stać się nową normą biologiczną w regionach polarnych.
A jak Państwo myślą? Czy drapieżniki te zamieszkiwały Antarktydę od tysiącleci, czy to my "zaprosiliśmy" je tam swoimi działaniami wpływającymi na klimat? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.