Wyobraź sobie, że skaleczyłeś się głęboko w lesie, tysiące lat przed wynalezieniem plastrów i antybiotyków w kremie. Wbrew temu, co wpajano nam w szkole, nasi pradawni kuzyni nie czekali bezczynnie na infekcję. Odkrycie naukowców z Oxfordu zmienia wszystko, co wiedzieliśmy o prymitywnej medycynie.

To nie był tylko klej do włóczni

Przez lata archeolodzy uważali, że dziegieć – lepka substancja z kory brzozy – służył neandertalczykom wyłącznie jako "superglue" do mocowania grotów na drewnie. Jednak analiza przeprowadzona przez zespół Tjaarka Siemssena rzuca na tę czarną maź zupełnie nowe światło.

Okazuje się, że substancja ta działa niemal identycznie jak współczesne maści z apteki. To był ich domowy antybiotyk, który pomagał przetrwać w świecie pełnym bakterii.

Eksperyment, który potwierdził nasze domysły

Naukowcy postanowili odtworzyć neandertalską "laboratorium". Zbierali korę brzóz w niemieckich lasach i przetwarzali ją metodami dostępnymi 50 tysięcy lat temu. Wyniki są co najmniej zaskakujące:

Dlaczego neandertalczycy zawsze trzymali w jaskini słoik lepkiej smoły - image 1

  • Dziegieć uzyskany najprostszą metodą (kondensacja na kamieniu) ma silne właściwości antyseptyczne.
  • Substancja ta skutecznie blokuje rozwój gronkowca złocistego (Staphylococcus aureus), który do dziś wywołuje u nas groźne infekcje skórne.
  • Co ciekawe, rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, społeczność Mi’kmaq, do dzisiaj używają tego samego środka pod nazwą maskwio’mi.

Więcej niż instynkt

W mojej praktyce śledzenia nowinek archeologicznych rzadko spotykam dowody na tak zaawansowane myślenie u hominidów. Neandertalczycy nie tylko potrafili "wyprodukować" lek, ale też wybierali konkretne gatunki drzew, by uzyskać najsilniejszy efekt. Najmocniejszy antybiotyk uzyskano z brzozy brodawkowatej – dokładnie tej, którą tak często spotykamy w polskich lasach.

Domowy sposób sprzed wieków?

Choć nie namawiam Was do gotowania smoły w kuchni (zapach jest niezwykle intensywny!), to warto zwrócić uwagę na siłę natury. Dziegieć brzozowy do dziś można kupić w aptekach lub sklepach zielarskich. Pomaga na łuszczycę, łupież i trądzik. To fascynujące, że używamy tego samego "wynalazku", który ratował życie neandertalczykom podczas surowych zim.

Wiemy też, że nasi przodkowie nie ograniczali się tylko do smoły. Przeżuwali rumianek i krwawnik – rośliny o znikomych wartościach odżywczych, ale potężnym działaniu przeciwzapalnym. To nie byli "jaskiniowcy", to byli pierwsi farmaceuci.

Czy wiedzieliście, że wiele współczesnych leków ma swoje korzenie w tak odległej przeszłości? A może sami stosujecie jakieś "babcine" metody, które okazały się skuteczniejsze od chemii z apteki? Dajcie znać w komentarzach!