Kiedy moja pralka zaczęła dziwnie huczeć, wezwałam fachowca, spodziewając się najgorszego. Serwisant obejrzał bęben, sprawdził uszczelki i zadał jedno, z pozoru błahe pytanie: "Ile cykli prania puszcza pani jeden po drugim?". Moja szczera odpowiedź wyraźnie go nie ucieszyła, a to, co usłyszałam później, całkowicie zmieniło moje podejście do domowych porządków.
Wiele osób w Polsce, szczególnie w soboty, urządza tak zwany "dzień prania". Chcemy mieć wszystko z głowy, więc pralka pracuje od rana do wieczora bez minuty przerwy. To błąd, za który prędzej czy później zapłacisz kilkaset złotych w serwisie.
Zabójczy maraton dla łożysk i silnika
Wyobraź sobie, że przebiegasz maraton i natychmiast po przekroczeniu linii mety ktoś każe Ci biec kolejny. Dokładnie to fundujesz swojej pralce, nie dając jej odpocząć między cyklami. Wewnątrz urządzenia zachodzą procesy, których nie widać gołym okiem:
- Przegrzanie silnika: Podczas godziny pracy silnik osiąga wysoką temperaturę. Jeśli od razu włączysz kolejny program, ciepło kumuluje się powyżej norm projektowych.
- Degradacja smaru: Wysoka temperatura sprawia, że smar w łożyskach rzednie i traci swoje właściwości ochronne.
- Stres uszczelek: Elementy gumowe pod wpływem ciągłego gorąca i wilgoci szybciej parcieją i tracą szczelność.
Wystarczy jedna godzina przerwy między praniami. To czas niezbędny, aby silnik ostygł, a smar odzyskał odpowiednią lepkość. Ta prosta zasada może wydłużyć życie urządzenia o kilka dobrych lat.

Filtr to nie tylko sitko, to płuca Twojej pralki
Kolejnym powodem, dla którego pralka potrzebuje "oddechu", jest gospodarka odpadami. Każde pranie to setki mikrowłókien, włosów i resztek detergentów, które trafiają do filtra. Przy praniu seryjnym filtr zapycha się błyskawicznie, zanim osady zdążą osiąść.
Gdy pralka pracuje bez przerwy, pompa musi wkładać znacznie więcej energii w wypompowanie wody przez zanieczyszczone kanały. Zwiększone wibracje, które wtedy odczuwasz, to krzyk o pomoc Twojego sprzętu.
Trzy nawyki, które chronią Twój portfel
Po wizycie fachowca i krótkiej lekcji mechaniki, wprowadziłam w domu trzy żelazne zasady. Są darmowe, a oszczędzają mnóstwo stresu:
- Zasada 60 minut: Po zakończeniu cyklu wyjmuję pranie i zostawiam otwarte drzwiczki oraz szufladę na co najmniej godzinę.
- Unikanie przeładowania: Limit wagi podany przez producenta to bariera bezpieczeństwa, a nie sugestia. Przeładowany bęben to wyrok dla amortyzatorów.
- Comiesięczne SPA: Raz w miesiącu czyszczę filtr i uruchamiam pusty cykl na 90 stopni z dodatkiem kwasku cytrynowego lub specjalnego środka. Usuwa to osady z kamienia w miejscach, których nie widzisz.
A jak to wygląda u Was? Czy Wasza pralka również przechodzi "sobotnie tortury", czy stosujecie przerwy między kolejnymi bębnami ubrań? Piszcie w komentarzach, jakie macie patenty na dbanie o sprzęt AGD!