Zima jeszcze nie odpuściła, a dane z rynku energii zaczynają przypominać thriller finansowy. W niektórych krajach Unii Europejskiej poziom zapasów gazu spadł do wartości, które jeszcze kilka lat temu uznano by za stan alarmowy. Warto sprawdzić, jak na tle pustoszejących zbiorników w Niemczech czy Francji wygląda sytuacja w naszych polskich domach i portfelach.

Granica błędu staje się coraz cieńsza

Kiedy rano włączasz ogrzewanie, rzadko myślisz o gigantycznych podziemnych kawernach, w których Europa gromadzi paliwo na czarną godzinę. W tym roku sytuacja jest jednak inna. W Niemczech, które są „sercem” energetycznym kontynentu, magazyny są wypełnione w zaledwie 22 procentach. To najniższy wynik od dziesięciu lat o tej porze roku.

W mojej praktyce analitycznej rzadko spotykam się z tak gwałtownym zjazdem wskaźników. Co się stało? Okazuje się, że problemem nie była tylko mroźna zima, ale fatalny start. Nasi sąsiedzi weszli w sezon grzewczy z mniejszymi rezerwami niż zwykle, co teraz odbija się czkawką całemu systemowi.

Gdzie gazu brakuje najbardziej?

To nie jest odosobniony przypadek jednego kraju. Cała Europa Zachodnia boryka się z podobnym wyzwaniem:

Dlaczego niemieckie magazyny gazu pustoszeją w rekordowym tempie (i co to oznacza dla Polski) - image 1

  • Francja: zapasy ledwo przekraczają próg 22% pojemności.
  • Holandia i Belgia: poziomy oscylują w okolicach 25%, co budzi niepokój lokalnych operatorów.
  • Austria: sytuacja jest nieco lepsza, ale 38% to wciąż wynik daleki od komfortu.

Polska na szczęście gra w innej lidze. Dzięki strategicznemu podejściu i wcześniejszym inwestycjom, nasze magazyny utrzymują poziom powyżej 50 procent. To daje nam potężny bufor bezpieczeństwa i sprawia, że jesteśmy bardziej odporni na nagłe skoki cen na giełdach.

Dlaczego to przestało działać jak dawniej?

Wielu z nas kojarzy bezpieczeństwo energetyczne z rurociągami. Ale po 2022 roku reguły gry drastycznie się zmieniły. Europa odcięła się od rosyjskiego gazu, stawiając na LNG z USA i Bliskiego Wschodu. Magazyny przestały być tylko „spiżarnią” na zimę, a stały się kluczowym elementem infrastruktury, który musi działać jak precyzyjny filtr stabilizujący rynek.

Mała wskazówka dla obserwatorów rynku: dopóki niemieckie zapasy nie spadną poniżej 15%, eksperci doradzają spokój. Kluczowym czynnikiem będzie pogoda w marcu. Jeśli nie zaskoczy nas fala arktycznego powietrza, system wytrzyma do wiosennego napełniania.

Co nas czeka po 2030 roku?

Ale tu pojawia się niuans, o którym mało kto mówi głośno. Już teraz prognozy Gas Storage Poland wskazują, że o ile do 2029 roku będziemy mieć nadwyżkę pojemności, o tyle po 2030 roku możemy potrzebować nowych inwestycji. Gaz pozostaje „paliwem przejściowym”, a nasze potrzeby wcale nie maleją tak szybko, jak byśmy chcieli.

Zamiast panikować, warto zadać sobie jedno pytanie: czy ta sytuacja wpłynie na nasze rachunki w przyszłym roku, gdy obowiązkowe limity napełniania magazynów zostaną ponownie podkręcone? Jak myślicie, czy powinniśmy budować więcej magazynów w Polsce już teraz, by uniezależnić się od problemów zachodnich sąsiadów?