Wydawało się, że o wyłudzeniach "na wnuczka" czy "na pracownika banku" powiedziano już wszystko. Jednak to, co dzieje się obecnie u naszych sąsiadów na Łotwie, mrozi krew w żyłach i zaczyna powoli przenikać przez granice. Ofiary tracą nie tylko oszczędności życia, ale budzą się rano w domach, które... nie należą już do nich.

W swojej pracy widziałem wiele dramatów finansowych, ale ten model działania jest wyjątkowo cyniczny. To nie jest szybki skok na kasę. To psychologiczna gra, która trwa tygodniami, a jej finałem jest akt notarialny.

Mechanizm pułapki: Zaczyna się od "bezpieczeństwa"

Wszystko startuje od telefonu. Głos w słuchawce brzmi profesjonalnie – to rzekomy oficer policji lub specjalista ds. cyberbezpieczeństwa. Scenariusz jest prosty: "Pana dane wyciekły, ktoś próbuje przejąć Pana nieruchomość". Zamiast straszyć kradzieżą z konta, oszuści uderzają w najczulszy punkt – poczucie dachu nad głową.

Przenoszą rozmowę na komunikatory (WhatsApp, Signal), wysyłają podrobione dokumenty z pieczątkami i utrzymują stały kontakt. Manipulacja jest tak silna, że ofiara zaczyna wierzyć, iż jedynym sposobem na uratowanie domu jest jego... kontrolowana sprzedaż.

Jak wygląda proces "ratowania" majątku?

  • Oszust przekonuje, że trzeba wykonać fikcyjną sprzedaż, aby "zablokować" dostęp przestępcom do ksiąg wieczystych.
  • Transakcja u notariusza jest prawdziwa – to właśnie czyni tę metodę tak skuteczną i niebezpieczną.
  • Pieniądze trafiają na konto ofiary, co uśpiewa jej czujność.

Dlaczego oszuści każą teraz sprzedawać mieszkania? Nowa metoda uderza w nasze sąsiedztwo - image 1

Najbardziej absurdalny moment całej historii

Tutaj następuje zwrot akcji, którego wielu nie potrafi zrozumieć. Gdy ofiara ma już pieniądze ze sprzedaży mieszkania na koncie, "agent" instruuje ją, by natychmiast wypłaciła gotówkę lub przelała ją na "konto techniczne" w celu ostatecznego zabezpieczenia środków.

W efekcie człowiek zostaje z niczym: bez mieszkania, które właśnie legalnie sprzedał, i bez pieniędzy, które dobrowolnie oddał oszustom. Banki często podnoszą alarm, widząc nagłe wypłaty ogromnych sum, ale zmanipulowani ludzie, działając pod dyktando przestępców, kłamią pracownikom banku, twierdząc, że budują dom lub wspierają rodzinę.

Trzy sygnały ostrzegawcze, których nie wolno zignorować

Warto zapamiętać te zasady, bo granica między ostrożnością a tragedią jest bardzo cienka:

  • Presja czasu i tajemnica: Jeśli ktoś zabrania Ci mówić o sprawie rodzinie, to niemal na 100% jesteś celem ataku.
  • Instrukcje dotyczące gotówki: Prawdziwa policja czy bank nigdy nie każą wypłacać pieniędzy i przekazywać ich "kurierowi" lub wpłacać do wpłatomatu.
  • Nietypowe ceny: Oszuści często naciskają na szybką sprzedaż nieruchomości poniżej wartości rynkowej, byle tylko jak najszybciej domknąć sprawę.

Sytuacja na Łotwie pokazuje, że nasza czujność musi wejść na wyższy poziom. Metody te opierają się na izolacji ofiary. Najskuteczniejszą bronią jest w tym przypadku zwykła rozmowa z bliskimi. Być może to właśnie Twoje pytanie: "Po co sprzedajesz to mieszkanie?", uratuje komuś życie.

Czy zdarzyło Wam się kiedyś odebrać telefon od "pracownika banku", który brzmiał zbyt wiarygodnie? Jak zareagowaliście?