Kiedy myślimy o dinozaurach, zazwyczaj wyobrażamy sobie albo twarde łuski, albo ewolucyjne pióra. Jednak znalezisko z północno-wschodnich Chin całkowicie burzy ten schemat. Naukowcy natknęli się na gatunek, którego ciało pokrywało coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy u tych gadów: system pustych w środku igieł.
Haolong dongi, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „kolczastego smoka”, wygląda bardziej jak gigantyczny jeżozwierz niż klasyczny roślinożerca. Jako osoba śledząca nowinki ze świata nauki, muszę przyznać, że to odkrycie zmienia sposób, w jaki patrzymy na ewolucję mechanizmów obronnych sprzed 125 milionów lat.
"Futro" z kolców zamiast łusek
Większość krewnych tego dinozaura posiadała standardową, grubą skórę. Tymczasem Haolong był wyposażony w gęstą sieć kolców biegnących wzdłuż szyi, grzbietu i boków. Najciekawsze jest to, że nie były to pojedyncze wypustki, ale cała struktura o zróżnicowanej wielkości:
- Najmniejsze igły miały zaledwie 2-3 milimetry długości.
- Średnie kolce osiągały od 5 do 7 milimetrów.
- Prawdziwe „sztylety” wyrastające z jego skóry miały ponad 4,4 centymetra.
Warto zauważyć, że wszystkie kolce były skierowane do tyłu. To sugeruje, że każda próba ugryzienia go „pod włos” kończyła się dla drapieżnika bolesną lekcją. To trochę tak, jakby próbować połknąć szczotkę ryżową – technicznie możliwe, ale wybitnie nieprzyjemne.
Do czego służyły te dziwne struktury?
Choć naukowcy biorą pod uwagę termoregulację (klimat w tamtym regionie bywał surowy, podobnie jak dzisiejsze zimy na Podlasiu), najbardziej prawdopodobna wydaje się funkcja obronna. Haolong żył w otoczeniu licznych, choć niewielkich drapieżników.

Kluczowy fakt: te kolce prawdopodobnie nie zabijały napastnika, ale sprawiały, że upolowanie Haolonga stawało się zbyt czasochłonne i irytujące. W świecie natury drapieżnik zawsze wybierze łatwiejszy posiłek, który nie wbija mu się w podniebienie przy każdym kęsie.
Lekcja dla nas: Natura zawsze znajduje sposób
To odkrycie pokazuje nam coś niezwykłego – ewolucja potrafi „wynaleźć” podobne rozwiązania w zupełnie różnych grupach zwierząt. To, co u dzisiejszych jeży czy jeżozwierzy jest standardem, 125 milionów lat temu było eksperymentalną zbroją dinozaura.
W mojej praktyce rzadko spotykam opisy tak dobrze zachowanych okazów – znaleziony szkielet miał 2,45 metra długości i niemal kompletną strukturę skóry. To daje nam rzadką okazję, by niemal „dotknąć” przeszłości.
A Wy jak sądzicie? Czy dinozaury mogą nas jeszcze czymś zaskoczyć, czy to już ostatnie takie dziwne odkrycie? Dajcie znać w komentarzach!