Zastanawialiście się kiedyś, jak z martwych minerałów nagle powstało coś, co oddycha i się rozmnaża? Klasyczne podręczniki mówią o "pierwotnej zupie" w oceanach, ale naukowcy właśnie rzucili na stół zupełnie nową, fascynującą teorię. Okazuje się, że naszą kolebką wcale nie musiała być woda, lecz lepki żel przyklejony do gorącej skały.

Zanim pojawiły się komórki, była "galareta"

Większość z nas wyobraża sobie początki życia jako pływające w wodzie pojedyncze komórki. Jednak astrobiolog Tony Jia z Uniwersytetu w Hiroszimie sugeruje, że to ślepy zaułek. W otwartym oceanie cząsteczki po prostu by się rozproszyły.

W mojej pracy często widzę, że najprostsze rozwiązania są najbardziej genialne. W tym przypadku "bezpieczną przystanią" dla pierwszego DNA był polimerowy żel. Dlaczego to tak ważne?

  • Koncentracja składników: Żel działa jak magnes na aminokwasy, nie pozwalając im odpłynąć.
  • Ochrona przed UV: Młoda Ziemia była bombardowana zabójczym promieniowaniem, przed którym chroniła ta gęsta struktura.
  • Stabilność: Środowisko żelowe sprzyja łączeniu się cząsteczek w złożone łańcuchy, zamiast ich rozpadowi.

Dlaczego pierwsze życie na Ziemi przypominało lepką mazię na kamieniu - image 1

Jak to działa w praktyce?

Wyobraźcie sobie osad, który zostaje na zębach rano, jeśli zapomnicie ich umyć, albo śliskie kamienie w polskim strumieniu w Tatrach. To tak zwane biofilmy. Naukowcy uważają, że miliardy lat temu podobna, choć nieorganiczna mazia, stała się "inkubatorem" dla pierwszych procesów metabolicznych.

W czym tkwi sekret? Żel jest wilgotny, ale nie całkiem mokry. To idealne warunki, by cząsteczki mogły wymieniać się elektronami, czerpiąc energię ze słońca – niemal tak, jak robią to dzisiejsze rośliny podczas fotosyntezy.

Co to zmienia dla nas dzisiaj?

Ta teoria wywraca do góry nogami sposób, w jaki szukamy życia w kosmosie. Zamiast szukać konkretnych śladów chemicznych, powinniśmy wypatrywać struktur fizycznych, takich jak pozostałości po pradawnych żelach na Marsie czy innych planetach.

To trochę jak z filtrem do kawy – nie szukasz samej kawy, ale miejsca, w którym mogła się zaparzyć. Jeśli życie zaczęło się w "lepkim slime", to granica między chemią a biologią jest znacznie cieńsza, niż myśleliśmy.

A Wy jak sądzicie? Czy łatwiej uwierzyć w życie rodzące się w głębinach oceanu, czy raczej w kałużach pełnych gęstego śluzu na skalistym brzegu? Czekam na Wasze opinie w komentarzach!