Jeszcze kilka lat temu Peugeot 208, Citroën C3 czy Opel Corsa były królami polskich salonów i komisów. Kierowcy chwalili je za niskie spalanie, nowoczesny design i zwinność w miejskich korkach na Marszałkowskiej czy w centrum Krakowa. Dziś jednak właściciele modeli z lat 2014–2020 zderzają się z brutalną rzeczywistością: znalezienie kupca, który zapłaci uczciwą cenę, graniczy z cudem.

Pułapka ukryta pod maską: Problem, którego nie widać na pierwszy rzut oka

Zauważyłem, że na grupach sprzedażowych coraz częściej pojawiają się posty zrozpaczonych właścicieli, którzy nie mogą pozbyć się swoich zadbanych aut. Przyczyna nie leży w karoserii czy wyposażeniu, ale głęboko w konstrukcji jednostki napędowej. Chodzi o niesławny silnik PureTech, który dorobił się reputacji mechanicznej bomby zegarowej.

W czym tkwi problem? Inżynierowie zastosowali tu specyficzne rozwiązanie: pasek rozrządu pracujący w kąpieli olejowej. Brzmi nowocześnie, ale w praktyce okazuje się fatalne:

  • Pasek z czasem zaczyna się łuszczyć i kruszyć pod wpływem chemii zawartej w oleju.
  • Drobinki gumy zapychają układ smarowania i pompę oleju.
  • W najgorszym scenariuszu dochodzi do zatarcia silnika, co oznacza remont kosztujący kilkanaście tysięcy złotych.

Dlaczego polscy handlarze unikają skupu aut z silnikiem PureTech - image 1

Handlarze kręcą nosami: „Biorę, ale za pół ceny”

W mojej praktyce obserwuję, że profesjonalni skuperzy aut w Polsce podchodzą do tych modeli z ogromnym dystansem. Wielu handlarzy otwarcie mówi, że przyjmie takie auto tylko wtedy, gdy ma ono jeszcze ważną gwarancję producenta lub udokumentowaną, niedawną wymianę całego napędu rozrządu. Wartość rynkowa tych pojazdów drastycznie spadła, bo kupujący boją się nagłej awarii na drodze ekspresowej.

Czy przedłużona gwarancja uratuje sytuację?

Koncern Stellantis, chcąc ratować wizerunek marek takich jak Peugeot czy Opel, wprowadził specjalny program ochronny. W Polsce właściciele mogą liczyć na wsparcie, jeśli auto nie przekroczyło 8 lat lub 160 000 km przebiegu. Jest jednak pewien haczyk – musisz mieć kompletną historię serwisową z autoryzowanych stacji (ASO), co dla wielu właścicieli aut z drugiej ręki jest barierą nie do przejścia.

Pro tip dla posiadaczy tych aut:

Jeśli jeździsz samochodem z silnikiem PureTech i nie planujesz go szybko oddawać na złom, skracaj interwały wymiany oleju do 10 tysięcy kilometrów i przy każdej wizycie u mechanika proś o sprawdzenie szerokości paska rozrządu przez korek wlewu oleju. To prosta czynność, która może uratować Twój portfel przed katastrofą.

A Wy? Zaryzykowalibyście kupno używanego auta z tym silnikiem, wiedząc o ryzyku, czy wolicie trzymać się sprawdzonych, prostszych konstrukcji? Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.