Wchodzisz na Instagram lub TikToka i natychmiast atakują Cię hasła typu „wybieram szczęście” albo „zasługuję na wszystko, co najlepsze”. Obietnica jest kusząca: powtarzaj to wystarczająco często, a Twoje życie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale nauka ma na ten temat inne, znacznie bardziej zaskakujące zdanie.
Pułapka różowych okularów, czyli dlaczego to przestało działać
Teoria samopotwierdzenia, stworzona przez psychologa Claude’a Steele’a, sugeruje, że jako ludzie desperacko chcemy wierzyć we własną wartość. Problem pojawia się wtedy, gdy życie mówi nam „sprawdzam”. Nieudany projekt w pracy, kłótnia z partnerem czy po prostu gorszy dzień w deszczowej Warszawie sprawiają, że nasza narracja o byciu „idealnym” pęka.
Zauważyłem, że wielu z nas wpada w spiralę toksycznej pozytywności. Zamiast stawić czoła trudnym emocjom, próbujemy je „przekrzyczeć” radosnymi hasłami. To działa jak pudrowanie brudnego samochodu – przez chwilę wygląda lepiej, ale pod spodem nic się nie zmieniło.
Co mówią najnowsze badania z 2025 roku?
Analiza 67 różnych badań wykazała, że afirmacje faktycznie mogą poprawiać nastrój, ale... ich efekt jest zadziwiająco mały. Co więcej, istnieje pewien haczyk, o którym rzadko wspominają trenerzy motywacyjni:
- Osoby z wysoką samooceną faktycznie czują się lepiej po pozytywnych komunikatach.
- Osoby z niską samooceną po sesji afirmacji często czują się... gorzej.
Dlaczego tak się dzieje? Umysł osoby, która w siebie nie wierzy, słysząc „jestem kochany”, natychmiast generuje kontrargumenty. To buduje wewnętrzny konflikt, który tylko pogłębia stres.

Kiedy afirmacje stają się niebezpieczne?
Bywa, że nadmierna wiara w moc pozytywnych myśli odcina nas od rzeczywistości. W toksycznych relacjach lub niebezpiecznych sytuacjach zawodowych, „pozytywne nastawienie” może zagłuszyć Twoją intuicję i sprawić, że zignorujesz realne zagrożenia. To trochę jak ignorowanie kontrolki „brak oleju” w samochodzie tylko dlatego, że bardzo chcesz, by silnik był sprawny.
Zamiast haseł – spróbuj metody dystansu
Jeśli czujesz, że tradycyjne afirmacje to dla Ciebie pustosłowie, psychologia proponuje coś znacznie skuteczniejszego. Mów do siebie w trzeciej osobie. Zamiast myśleć „jestem wściekły”, powiedz w myślach: „Marek jest teraz wściekły, ale poradzi sobie z tym”.
Ten prosty zabieg tworzy tak zwany dystans psychologiczny. Działa to jak filtr, który pozwala Ci obserwować emocje zamiast się w nich topić.
Twoja nowa strategia na gorszy dzień
Zamiast szukać kolejnego „motywacyjnego kopa”, wypróbuj te kroki:
- Bądź dla siebie przyjacielem: Powiedz sobie „to jest po prostu trudny moment”, zamiast zmuszać się do uśmiechu.
- Zadaj sobie pytanie: „Czy ta myśl mi teraz pomaga?”, zamiast oceniać, czy jest „dobra” czy „zła”.
- Doceniaj fakty, nie slogany: Skup się na tym, co realnie udało Ci się dziś zrobić, choćby to było tylko zrobienie zakupów.
Prawdziwa odporność psychiczna nie polega na byciu wiecznie uśmiechniętym, ale na elastyczności. A Ty? Czy kiedykolwiek czułeś irytację, czytając optymistyczne cytaty w internecie, gdy miałeś naprawdę zły dzień?