Wyobraź sobie, że pewnego ranka podchodzisz do brzegu w Gdyni lub Kołobrzegu i widzisz coś, co budzi niepokój nawet u najstarszych rybaków. Morze, które zawsze wydawało się stałe, nagle "uciekło". To nie jest fragment filmu katastroficznego, ale anomalia na skalę historyczną, która właśnie dotknęła nasz region.

Podczas gdy cały świat mówi o podnoszeniu się poziomu oceanów, Bałtyk wykonał gwałtowny zwrot w drugą stronę. W ciągu krótkiego czasu z basenu morza "wyparowało" – a raczej zostało wypchnięte – około 275 miliardów ton wody. To masa tak ogromna, że trudno ją objąć ludzkim umysłem.

Rekord pobity po raz pierwszy od XIX wieku

Naukowcy przecierali oczy ze zdumienia, analizując dane z początku tego roku. Poziom wody w Bałtyku spadł o 67 centymetrów poniżej średniej ustalonej jeszcze w 1886 roku. Oznacza to, że mamy do czynienia z sytuacją, której nie odnotowano od blisko 140 lat.

W mojej praktyce rzadko spotykam zjawiska, które w tak krótkim czasie potrafią zmienić krajobraz linii brzegowej. Dr Tomasz Kiewski z Instytutu Oceanologii PAN zwraca uwagę, że nie jest to zwykłe wahanie poziomu morza, jakich wiele w ciągu roku. To rzadka kombinacja czynników meteorologicznych, która obnaża, jak bardzo system klimatyczny stał się niestabilny.

Mechanizm "wypychania": Jak wiatr przesunął morze

Wielu z nas kojarzy wiatr nad Bałtykiem z letnią bryzą lub jesiennymi sztormami. Tym razem jednak zadziałał on jak gigantyczny tłok. Oto co się wydarzyło:

Dlaczego poziom wody w Bałtyku gwałtownie spadł poniżej normy z 1886 roku - image 1

  • Przez długi czas dominowały silne wiatry wschodnie.
  • Masy wody zostały dosłownie wypchnięte przez Cieśniny Duńskie wprost do Morza Północnego.
  • Wysokie ciśnienie atmosferyczne dodatkowo "dobiło" ten efekt, blokując powrót wody.

Ale tu pojawia się najważniejszy niuans. Ten proces ma swoje źródło znacznie dalej, niż nam się wydaje – w samej Arktyce.

Efekt otwartej lodówki

Naukowcy porównują to zjawisko do pozostawienia otwartych drzwi do lodówki. Kiedy wir polarny (potężny prąd powietrza nad Arktyką) słabnie, mroźne powietrze wdziera się na południe, całkowicie zmieniając układ ciśnień i wiatrów w Polsce i sąsiednich krajach. To właśnie ta niestabilność na biegunie sprawiła, że nasze morze nagle opustoszało.

Dlaczego powinno nas to niepokoić?

Można pomyśleć: "Co z tego, że wody jest mniej? Więcej plaży dla nas!". Niestety, natura nie lubi takich skoków. Gwałtowny spadek poziomu wody to ogromny stres dla ekosystemu.

W cieplejszej i mniej zasolonej wodzie, która pozostaje przy brzegu, znacznie szybciej rozwijają się sinice. Zauważyłem, że w latach o podobnych (choć mniejszych) wahaniach, zakwity w okolicach Trójmiasta zaczynały się wcześniej i były bardziej uciążliwe. To zabiera tlen rybom i psuje nam plany urlopowe.

Moja rada dla spacerowiczów: Jeśli planujesz wypad nad morze w najbliższym czasie, zwróć uwagę na odsłonięte dno. To unikalna okazja, by zobaczyć stare konstrukcje, palisady czy kamienie, które zazwyczaj są głęboko pod wodą. Ale pamiętaj – to też sygnał ostrzegawczy od planety.

Arktyka nagrzewa się cztery razy szybciej niż reszta świata. Bałtycka anomalia to tylko "pukanie do drzwi". Czy myślicie, że nasze wnuki będą jeszcze oglądać Bałtyk w takiej formie, jaką my znamy z dzieciństwa? Czekam na Wasze opinie w komentarzach.