Jeśli planujesz dłuższą podróż samochodem spalinowym, korzystaj z niej teraz. Eksperci ds. energii ostrzegają, że era paliwa poniżej 7–8 złotych za litr nieubłaganie dobiega końca. Wszystko przez nowy system ETS2, który od 2027 roku zmieni nasze paragony na stacjach benzynowych w mały koszmar.

Zauważyłem, że wielu kierowców wciąż traktuje zapowiedzi unijnych urzędników jako odległą biurokrację. Ale tym razem sprawa jest konkretna i uderzy nas bezpośrednio po portfelach. Nie chodzi o złośliwość koncernów, lecz o nowe przepisy, których nie da się obejść.

Nowy podatek ukryty w litrze paliwa

Do tej pory za emisję CO2 płacił głównie ciężki przemysł. Od 2027 roku Unia Europejska rozszerza ten system na transport i ogrzewanie domów. W praktyce oznacza to, że dostawcy paliw będą musieli kupować specjalne uprawnienia do sprzedaży benzyny i diesla.

Ale jest pewien haczyk, o którym rzadko mówi się głośno:

  • Koszty tych pozwoleń zostaną w 100% przerzucone na konsumentów.
  • Cena litra benzyny może wzrosnąć o dodatkowe kilkadziesiąt groszy, a w czarnych scenariuszach nawet o kilka złotych.
  • W Polsce, gdzie flota samochodów jest jedną ze starszych w Europie, odczujemy to najmocniej.

Dlaczego rok 2026 będzie ostatnim momentem na tanie tankowanie w Polsce - image 1

Ile naprawdę zapłacimy przy dystrybutorze?

Analogię można znaleźć w krajach skandynawskich, gdzie prognozy mówią o skokach rzędu 4–8 koron na litrze. Przekładając to na polskie realia i lokalne zarobki, codzienne dojazdy do pracy mogą stać się luksusem zarezerwowanym dla nielicznych.

Bywa, że optymiści liczą na spadki cen ropy na rynkach światowych. Jednak unijna mechanika ETS2 jest bezlitosna: im więcej jeździmy autami spalinowymi, tym droższe stają się uprawnienia. To ekonomiczna pułapka, która ma nas zmusić do przesiadki na „elektryki”.

Kto ucierpi najbardziej?

Niestety, transformacja energetyczna nie uderzy w każdego po równo. Najbardziej dotkliwe zmiany odczują:

  • Mieszkańcy mniejszych miejscowości, gdzie transport publiczny praktycznie nie istnieje.
  • Osoby, których nie stać na nowy samochód elektryczny za 150 tysięcy złotych.
  • Rolnicy i drobni przedsiębiorcy budowlani, dla których diesel to podstawa egzystencji.

Jak się przed tym bronić?

W mojej praktyce widzę tylko jedno wyjście: zacznij planować już teraz. Jeśli Twój samochód spala 8–10 litrów w mieście, rok 2027 będzie momentem prawdy. Warto rozważyć hybrydy lub instalacje LPG, dopóki gaz pozostaje relatywnie tanią alternatywą, choć i on znajdzie się pod lupą urzędników.

A teraz najważniejsze pytanie: czy przy cenie paliwa sięgającej 9–10 złotych za litr, nadal będziesz korzystać z samochodu tak samo często jak dzisiaj?

Dajcie znać w komentarzach, jaka cena za litr benzyny jest dla Was „granicą bólu”, po której zostawicie auto w garażu!