Kładziesz się do łóżka, włączasz aplikację z kojącym dźwiękiem deszczu lub jednostajnym szumem i liczysz na regenerujący sen. To rytuał milionów osób, w tym wielu moich znajomych, którzy nie wyobrażają sobie nocy bez tak zwanego „różowego szumu”. Najnowsze badania naukowców z University of Pennsylvania rzucają jednak zupełnie nowe światło na tę praktykę – i nie są to dobre wieści dla fanów zasypiania przy dźwiękach z telefonu.

Pułapka „bezpiecznego” dźwięku

Wydawałoby się, że różowy szum (pink noise), który brzmi głębiej i łagodniej niż ten biały, to idealny sposób na odcięcie się od hałasów sąsiadów czy przejeżdżających za oknem tramwajów. W praktyce jednak nasz mózg nie do końca tak to odbiera. Nawet gdy śpimy, nasze uszy i ośrodki nerwowe pozostają w gotowości, przetwarzając każdy sygnał docierający z otoczenia.

W trakcie eksperymentu, w którym wzięło udział 25 ochotników, badacze zauważyli niepokojącą zależność. Choć dźwięki miały pomagać, w rzeczywistości drastycznie skracały kluczowe fazy naszego nocnego odpoczynku:

  • Osoby słuchające różowego szumu traciły średnio 19 minut fazy REM każdej nocy.
  • Faza N3, czyli najgłębszy sen regenerujący organizm, ulegała znacznemu skróceniu.
  • Łączenie szumu z hałasami otoczenia sprawiało, że badani częściej wybudzali się w nocy.

Dlaczego brak fazy REM to problem?

To nie jest tylko kwestia porannego ziewania. Faza REM odpowiada za konsolidację pamięci, regulację naszych emocji i ogólny rozwój mózgu. Jak zauważa badacz Mathias Basner, ciągła ekspozycja na broadband noise może być szczególnie szkodliwa dla dzieci, których układ nerwowy dopiero się kształtuje i potrzebuje fazy REM znacznie bardziej niż mózg dorosłego.

Zamiast aplikacji wybierz coś tradycyjnego

Być może zastanawiasz się teraz: „Skoro nie szum, to co? Przecież hałas z ulicy mnie wykończy”. Nauka ma na to prostą, choć mało technologiczną odpowiedź. Jedyną grupą w badaniu, która nie odnotowała pogorszenia jakości snu mimo hałasów, były osoby używające zwykłych zatyczek do uszu.

Zatyczki nie wprowadzają do mózgu dodatkowych bodźców, które ten musi filtrować przez całą noc. Zamiast „przykrywać” jeden hałas drugim, po prostu tworzą barierę. To jak używanie filtra do kawy – zamiast dolewać mleka, by nie czuć goryczy, po prostu odcedzasz to, co Ci nie pasuje.

Mój sprawdzony trik na lepszą noc

Jeśli nie lubisz zatyczek, spróbuj metody „wyciszania stopniowego”. Zamiast puszczać szum przez całą noc, ustaw timer w aplikacji na 20-30 minut. Pozwoli Ci to zasnąć, ale da Twojemu mózgowi szansę na regenerację w pełnej ciszy przez resztę nocy. Pamiętaj też, by poziom głośności nie przekraczał 50 decybeli – to mniej więcej tyle, ile wynosi cicha rozmowa.

A Ty jak radzisz sobie z nocnym hałasem? Czy zdarza Ci się zasypiać przy włączonym dźwięku deszczu, czy wolisz jednak absolutną ciszę?