W szklarniach londyńskiego Kew Gardens dzieje się coś, co przyciąga tłumy mimo wyjątkowo nieprzyjemnego zapachu. Zakwitł tam tzw. trupia roślina – Amorphophallus titanum – mierząca ponad 2,5 metra gigantyczna roślina, która kwitnie raz na dekadę.
Kiedy tam dotarłem, pierwsze, co zauważyłem, to tłum ludzi, którzy z niemal nabożną czcią ustawiali się w kolejce. To nie jest zwykła wizyta w ogrodzie botanicznym. To doświadczenie typu „zobacz, zanim zniknie”, które w erze cyfrowej zyskało status kultowego wydarzenia.
Zapach, którego nie da się zapomnieć
Zanim podszedłem blisko, myślałem, że obawy o intensywność zapachu to tylko przesada. Myliłem się. Na początku czuć było tylko lekką woń, ale gdy roślina zaczęła „pracować”, fale odoru stały się niemal namacalne.
Wokół mnie zwiedzający wymieniali się swoimi wrażeniami niczym koneserzy wina, tylko w krzywym zwierciadle:

- „To przypomina zostawione w zlewie naczynia”.
- „Czuję tutaj wyraźną nutę przegniłej kapusty”.
- „Gdzieś w tle przebija się zapach starego, surowego mięsa”.
Dlaczego warto to zobaczyć na żywo?
Naturalną reakcją byłoby pytanie: po co w ogóle tam iść? Odpowiedź tkwi w rzadkości tego zjawiska. Te rośliny potrzebują od siedmiu do dziesięciu lat, by zebrać energię na ten jeden, spektakularny i śmierdzący pokaz.
Jeśli planujesz wycieczkę do Londynu lub po prostu interesujesz się światem przyrody, warto obserwować komunikaty Kew Gardens. Mają w swojej kolekcji około 15 okazów zdolnych do kwitnienia, więc kolejna szansa na poczucie tego „zapachu” nadejdzie szybciej, niż mogłoby się wydawać.
Moja rada: Jeśli kiedykolwiek natrafisz na informację o kwitnieniu tej rośliny w Europie, zarezerwuj czas. Obcowanie z naturą, która budzi tak skrajne, wręcz fizyczne emocje, to coś zupełnie innego niż przeglądanie zdjęć w sieci.
A Ty byłbyś w stanie wytrzymać w kolejce, żeby poczuć zapach... zepsutego mięsa, tylko dlatego, że to botaniczny unikat?