Większość fanów kina sci-fi nauczyła się już, by nie rozpamiętywać zmarnowanych szans. Niezależnie od tego, czy mówimy o niezrealizowanej Diunie Jodorowsky’ego, czy anulowanych projektach Guillermo del Toro, lepiej oszczędzić sobie bólu serca. Dlatego też straciłem nadzieję, że zobaczę godną kontynuację serii, którą uważam za absolutnie najlepszą w tym stuleciu.
Choć filmy te zebrały świetne recenzje, mam wrażenie, że w debacie o wielkim kinie wciąż są pomijane. Mowa o zrestartowanej serii Planeta Małp. Jeśli do tej pory traktowaliście ją jako "kolejną próbę odgrzania klasyka", spójrzcie na nią jeszcze raz – bo to w rzeczywistości majstersztyk, przy którym większość współczesnych blockbusterów wygląda jak tekturowa dekoracja.
Dlaczego Caesar to najważniejsza postać nowoczesnego kina
Reboot zaczął się od filmu Geneza planety małp. Zamiast iść w łatwe efekty specjalne, twórcy postawili na postać Caesara, graną przez Andy’ego Serkisa. To nie jest typowy film o potworach – to historia o narodzinach świadomości.
Oto dlaczego ta seria wyróżnia się na tle reszty:
- Technologia motion-capture: Nawet po latach animacja wygląda lepiej niż w wielu tegorocznych produkcjach.
- Głęboka psychologia: To w dużej mierze dramat polityczny i tragedia szekspirowska w świecie małp.
- Uniknięcie „efektu sequela”: Każda kolejna część – Ewolucja i Wojna – nie tylko dorównuje pierwszej, ale pogłębia konflikt etyczny między gatunkami.

Więcej niż tylko popcornowe kino
W Ewolucji planety małp (mojej ulubionej części) dostajemy niemal studium konfliktu zbrojnego, a nie prostą walkę „dobrych ze złymi”. Postać bonobo Koby to jeden z najlepiej napisanych złoczyńców ostatnich lat. Jego motywacje są tak przerażająco ludzkie, że podczas seansu zapominasz, iż patrzysz na wygenerowaną komputerowo małpę.
To, co najbardziej uderza, to brak taniego patosu. Twórcy nie krzyczą do widza: „patrz, jakie to głębokie!”. Oni po prostu stawiają nas w sytuacji, w której musimy zadać sobie pytanie: gdzie kończy się człowieczeństwo, a zaczyna instynkt przetrwania?
Jak nadrobić tę serię?
Jeśli do tej pory omijaliście te filmy w serwisach streamingowych, macie przed sobą idealny wieczór, a może i cały maraton. To kino, które, podobnie jak dobre espresso w ulubionej kawiarni na warszawskim Powiślu, smakuje jeszcze lepiej przy drugim, trzecim podejściu.
A teraz najlepsza wiadomość: potwierdzono prace nad kolejnym filmem. Czy uważacie, że bez postaci Caesara ta seria ma jeszcze szansę utrzymać tak wysoki poziom merytoryczny? Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.