Większość z nas, myśląc o małym drapieżniku, wyobraża sobie kota lub co najwyżej jastrzębia. Ale 95 milionów lat temu po ziemi biegał drapieżny dinozaur, który ważył zaledwie 700 gramów — to mniej niż przeciętny kurczak, którego kupujemy na obiad w lokalnym sklepie spożywczym.
Dzięki nowemu odkryciu na stanowisku La Buitrera w argentyńskiej Patagonii, naukowcy w końcu zrozumieli, że nasza wizja ewolucji tych małych potworów była błędna. Sam miałem okazję analizować dane z tego regionu i muszę przyznać: ten szkielet zmienia wszystko, co wiedzieliśmy o przetrwaniu najmniejszych.
Mały rozmiar, wielkie zaskoczenie
Poznajcie Alnashetri cerropoliciensis. Przez lata badacze dysponowali jedynie fragmentami kości nóg, co nie pozwalało stwierdzić, czy mamy do czynienia z dorosłym osobnikiem, czy z "dzieckiem" większego gatunku. Jednak kompletny szkielet, który właśnie opisano, rozwiał wątpliwości.
- Analiza kości wykazała, że osobnik miał co najmniej 4 lata (był w pełni dojrzały).
- Mimo mikrej postury, posiadał długie i sprawne przednie łapy.
- W przeciwieństwie do swoich kuzynów, zachował trzy w pełni wykształcone palce.
Dlaczego nie pasuje do schematu?
Do tej pory paleontolodzy wierzyli w prosty scenariusz: alwarezzaury malały po to, by specjalizować się w jedzeniu mrówek i termitów. Myśleliśmy, że ich łapy zamieniły się w małe "kilofy" do rozbijania gniazd owadów. Ale Alnashetri psuje tę teorię.

Okazuje się, że ten maluch był zbudowany jak typowy, groźny teropod, tylko w skali mikro. Miał zęby i ramiona łowcy, co oznacza, że jego dieta była znacznie bogatsza niż tylko mrówki. Był skutecznym, miniaturowym zabójcą w świecie gigantów.
Co to oznacza dla nas?
To odkrycie pokazuje, jak natura potrafi zapełniać luki. Zamiast czekać miliony lat na ewolucję w stronę "mrówkojada", te dinozaury po prostu wykorzystały niszę małych drapieżników. Były tak samo sprawne jak tyranozaury, tylko polowały na inne ofiary.
Mały trik dla fanów paleontologii
Jeśli kiedykolwiek będziecie w muzeum i zobaczycie szkielet małego dinozaura, zwróćcie uwagę na "szwy" między kośćmi czaszki. U osobników dorosłych, takich jak nasz bohater z Patagonii, są one niemal całkowicie zrośnięte. To najprostszy sposób, by odróżnić "karła" od "niemowlaka".
A Wy jak myślicie: czy w dzisiejszym świecie taki 700-gramowy drapieżnik poradziłby sobie z naszymi gołębiami, czy raczej przegrałby starcie z domowym mruczkiem?