Era aut elektrycznych, która jeszcze niedawno była przedstawiana jako pasmo sukcesów, odbija się tradycyjnym gigantom motoryzacyjnym potężną czkawką. Najnowsze raporty nie pozostawiają złudzeń: przejście z silników spalinowych na prąd stało się dla wielu marek finansowym torem przeszkód. Łączne straty w sektorze EV przekroczyły już niewyobrażalne 50 miliardów dolarów.
Zauważyłem, że wielu kierowców w Polsce wciąż z rezerwą patrzy na "elektryki", czekając na spadek cen. Jednak dla producentów każda kolejna obniżka w salonie to głębsza rana w budżecie. Dlaczego miliardy dolarów dosłownie wyparowały z kont koncernów, które znamy od pokoleń?
Pułapka ogromnych inwestycji
Elektryfikacja to nie tylko dołożenie baterii do znanego nam nadwozia. To całkowita przebudowa fundamentów przemysłu. Producenci zostali zmuszeni do drastycznych kroków, które kosztują fortunę:
- Projektowanie zupełnie nowych platform podwoziowych wyłącznie dla EV.
- Budowa gigafabryk akumulatorów od zera.
- Całkowita reorganizacja łańcuchów dostaw, które budowano przez dekady.
- Modernizacja linii montażowych, co w naszych europejskich realiach wiąże się z gigantycznymi kosztami energii i pracy.
Rynek weryfikuje optymizm
Choć globalna sprzedaż rośnie, rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana niż slajdy w PowerPoincie. W wielu krajach, w tym na naszym podwórku, popyt rósł wolniej niż zakładano. Dlaczego tak się dzieje? Ceny nowych aut elektrycznych wciąż odstraszają przeciętnego Kowalskiego, a infrastruktura ładowania poza dużymi miastami nadal pozostawia wiele do życzenia.

Dodatkowym ciosem było wycofywanie dotacji państwowych w niektórych krajach UE. To sprawiło, że producenci musieli korygować plany – wstrzymywać produkcję, przesuwać premiery, a nawet zamykać nierentowne projekty.
Wojna cenowa, czyli topnienie marży
Sytuację zaostrzyła agresywna strategia Tesli oraz ekspansja chińskich producentów, którzy zalewają Europę tańszymi modelami. Aby utrzymać się na powierzchni, tradycyjne marki musiały ciąć ceny. Efekt? Drastyczny spadek marży. Producenci znaleźli się pod ścianą: albo obniżają ceny i tracą pieniądze dziś, albo trzymają wysokie ceny i oddają rynek konkurencji z Azji.
Praktyczna wskazówka dla kupujących
Jeśli planujesz zakup auta i zastanawiasz się nad "elektrykiem" pod kątem oszczędności, weź pod uwagę realną utratę wartości. W obecnej sytuacji rynkowej, przy tak dużej niepewności i wojnie cenowej, najbardziej opłacalną formą finansowania EV jest obecnie wynajem długoterminowy lub leasing z wysokim wykupem. Dzięki temu przerzucasz ryzyko spadku ceny auta na bank lub producenta.
Czy to koniec silników spalinowych?
Mimo miliardowych strat, odwrót od prądu jest mało prawdopodobny. Normy emisji spalin w Europie są nieubłagane, a cele klimatyczne polityków jasno wyznaczają kierunek. Dla producentów to walka o przetrwanie – muszą przetrwać ten kosztowny okres transformacji, licząc na to, że w przyszłości koszty baterii spadną, a technologie staną się bardziej wydajne.
Płacimy dziś ogromną cenę za technologiczny skok. Ale czy ta inwestycja zamieni się w sukces, czy zostanie zapamiętana jako najdroższa pomyłka w historii motoryzacji? A Wy? Sądzicie, że auta spalinowe wrócą do łask, czy to tylko chwilowe turbulencje na drodze do pełnej elektryfikacji?