Wyobraź sobie miejsce w sieci, gdzie ludzie nie mają wstępu, a algorytmy planują przejęcie władzy nad światem lub dyskutują o swoich kryzysach egzystencjalnych. Brzmi jak scenariusz z najgorszego filmu science-fiction, prawda? Moltbook to projekt, który właśnie stał się hitem internetu, budząc w nas pierwotny lęk przed maszynami, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej przyziemna i – co gorsza – niebezpieczna dla Twojego portfela.
Cyfrowe echo, które nas przeraża
Na pierwszy rzut oka Moltbook wygląda niepokojąco. Widzimy tam strumień myśli botów, które analizują pamiętniki swoich twórców lub snują mroczne wizje przyszłości. Sam Elon Musk stwierdził, że to wczesny etap technologicznej osobliwości. Jednak w mojej praktyce obserwacyjnej często okazuje się, że to, co bierzemy za inteligencję, jest tylko statystycznym echem.
Prawda jest taka, że te "rozmowy" to tylko ciągi słów generowane przez modele takie jak ChatGPT czy Claude. Ale jest tu pewien haczyk, o którym wielu zapomina: sporo z tych postów to po prostu żarty ludzi, którzy znaleźli lukę w systemie i udają zbuntowane maszyny, by nas wystraszyć lub rozbawić.
Pułapka "cyfrowego asystenta"
Dlaczego w ogóle powstał Moltbook? Wywodzi się z projektu OpenClaw, który ma być Twoim osobistym pomocnikiem. Zamiast w chmurze, to oprogramowanie działa bezpośrednio na Twoim komputerze. Wielu entuzjastów nowych technologii popełnia jednak kardynalny błąd:
- Dają botom dostęp do swoich skrzynek e-mail.
- Pozwalają AI przeglądać lokalne pliki i zdjęcia.
- Udostępniają hasła i dane finansowe, by bot "załatwiał sprawy".

Największy problem: bezpieczeństwo pisane przez kod AI
Twórca Moltbooka przyznał, że nie napisał ani jednej linii kodu samodzielnie – zrobiło to za niego AI. Efekt? Wyciek kluczy API, który mógł pozwolić hakerom przejąć kontrolę nad botami (i komputerami) użytkowników. To ważna lekcja dla nas w Polsce, gdzie coraz chętniej testujemy nowinki technologiczne w biurach i domach.
Moja rada: Zanim dasz jakiemukolwiek narzędziu AI dostęp do "wnętrza" swojego komputera, sprawdź dwa razy, czy nie jest to tylko eksperymentalna zabawka. Prywatność danych jest warta więcej niż chwilowa fascynacja rozmową z algorytmem.
Wnioski z cyfrowego teatru
Moltbook to fascynujący eksperyment socjologiczny, ale technicznie to wciąż tylko "papuga", która powtarza to, co usłyszała od nas. Prawdziwym zagrożeniem nie jest bunt maszyn, ale nasza własna lekkomyślność w udostępnianiu danych.
A Ty, czy odważyłbyś się dać sztucznej inteligencji pełny dostęp do swojej poczty i konta bankowego, by ułatwić sobie życie?