Kiedy planujemy rodzinne śniadanie lub tradycyjne ostatki, rzadko myślimy o ekonomii. Jednak tegoroczne zakupy w popularnych dyskontach takich jak Biedronka czy Lidl mogą przyprawić o zawrót głowy. Porównałem paragony z ostatnich trzech lat i liczby nie kłamią: błękitne niebo nad Polską nie idzie w parze z cenami na sklepowych półkach.

Zjawisko, które ekonomiści coraz częściej nazywają „chciinflacją” (ang. greedflation), stało się naszą nową rzeczywistością. Choć ceny energii się ustabilizowały, a surowce na giełdach tanieją, końcowy rachunek przy kasie wciąż rośnie. Sprawdziłem, ile tak naprawdę kosztuje nas teraz usmażenie kilku naleśników.

Indeks Naleśnika: liczby, których nie da się zignorować

Aby uniknąć lania wody, przygotowałem zestawienie cen podstawowego koszyka produktów potrzebnych do przygotowania porcji dla czteroosobowej rodziny. Skład: 500g mąki pszennej, 1 litr mleka, 4 jajka rozmiaru L i odrobina oleju.

  • W 2024 roku: za ten sam zestaw płaciliśmy średnio o 25% mniej niż obecnie.
  • W 2025 roku: ceny skoczyły pod pretekstem inflacji, ale nikt nie spodziewał się kolejnego uderzenia.
  • Dziś (2026): koszt przygotowania domowych blynów staje się wydatkiem premium.

Największym zaskoczeniem jest fakt, że marże pośredników i sieci handlowych rosną znacznie szybciej niż wypłaty dla rolników. Płacimy więcej, ale producent dostaje tyle samo co rok temu.

Dlaczego jajka stały się „towarem luksusowym”?

To właśnie przy półce z nabiałem przeżywamy największy szok. Jeszcze niedawno dziesiątka jaj kosztowała w granicach 6-8 zł, dziś znalezienie ich poniżej 10-12 zł bez specjalnej aplikacji graniczy z cudem. Sprzedawcy zasłaniają się wymogami unijnymi i kosztami pasz, ale dane rynkowe pokazują drugie dno.

Moim zdaniem sieci handlowe po prostu testują naszą cierpliwość. Wiedzą, że przed świętami czy karnawałem i tak kupimy te produkty, niezależnie od ceny. To klasyczny mechanizm inercji cenowej: kiedy raz pójdą w górę, bardzo trudno zmusić gigantów handlowych do ich obniżenia.

Co możesz zrobić, żeby nie przepłacać?

W mojej praktyce zakupowej zauważyłem kilka prostych trików, które pozwalają realnie zaoszczędzić na produktach bazowych:

  • Marki własne to zbawienie: mąka to mąka. Ta w kolorowym opakowaniu z reklamą telewizyjną bywa droższa o 40% od tej w szarym papierze, a efekt wypieku jest identyczny.
  • Polowanie na promocje: kupowanie jajek bez kuponu w aplikacji to obecnie finansowe samobójstwo. Warto planować zakupy z kilkudniowym wyprzedzeniem.
  • Lokalne targowiska: paradoksalnie, u znajomego gospodarza jajka bywają teraz tańsze niż w molochach, a pieniądze trafiają bezpośrednio do producenta.

Złoty środek w kuchni

Naleśniki zawsze były symbolem prostoty i taniego domowego posiłku. Dziś stają się testem na naszą inteligencję zakupową. Warto pamiętać, że każdy nasz wybór przy kasie to głos oddany na konkretną politykę cenową. Jeśli przestaniemy akceptować sztucznie pompowane ceny, rynek będzie musiał zareagować.

A jak to wygląda u Was? Zauważyliście, że Wasz ulubiony przepis na śniadanie kosztuje teraz niemal dwa razy tyle co kilka lat temu, czy może znaleźliście sposób na tańsze zamienniki?