Wchodzisz do apteki w Warszawie czy Poznaniu z receptą na antybiotyk dla dziecka i słyszysz: „Przykro mi, brak w hurtowniach”. To nie jest czarny scenariusz, ale codzienność, z którą mierzymy się od miesięcy. Uzależnienie Europy od dostaw z Chin i Indii doprowadziło nas do ściany, ale właśnie zapadła decyzja, która ma to zakończyć.
Koniec z tanim importem kosztem naszego bezpieczeństwa
Przez lata giganci farmaceutyczni przenosili produkcję do Azji, szukając oszczędności. Efekt? Gdy tylko zatyka się port w Szanghaju, w Polsce zaczyna brakować podstawowych syropów przeciwbólowych i leków na nadciśnienie. Unia Europejska w końcu powiedziała „stop” i uruchamia wielki plan powrotu produkcji na nasz kontynent.
- Priorytet dla Europy: Firmy dostające unijne wsparcie będą musiały w pierwszej kolejności zaopatrywać rynek wewnętrzny.
- Szybka ścieżka: Rejestracja nowych leków ma być błyskawiczna, by szybciej reagować na braki.
- Wspólne zapasy: Mechanizm solidarności pozwoli przesuwać leki z krajów, które mają nadwyżki, tam, gdzie ich brakuje.

Dlaczego nie stało się to wcześniej?
Zauważyłem, że często zapominamy o jednym: produkcja leków w Europie jest po prostu droższa przez rygorystyczne normy środowiskowe i koszty pracy. Eksperci, jak profesor Ulrike Holzgrabe, otwarcie mówią, że powrót fabryk do UE to proces na lata, a nie na miesiące. Jednak alternatywą jest całkowita bezbronność w obliczu kolejnych kryzysów geopolitycznych.
Mój sposób na brakujące leki w aptece
Zanim system zacznie działać w pełni, warto znać prosty trik, o którym wielu pacjentów zapomina. Jeśli w Twojej aptece nie ma leku, poproś farmaceutę o sprawdzenie dostępności zamiennika (generyku) o tej samej substancji czynnej i dawce. Często okazuje się, że lek innej marki jest dostępny od ręki, a kosztuje mniej, bo nie płacisz za logo znanego koncernu.
A czy Ty odczułeś już braki leków w swojej lokalnej aptece, czy może zawsze udaje Ci się dostać to, czego potrzebujesz?