Widok motolotni lecącej nad hiszpańskimi gajami oliwnymi z pewnością dziwi mieszkańców, ale dla stada ibisów grzywiastych to kwestia przeżycia. To właśnie ten moment, uchwycony na zdjęciu, wygrał prestiżowy konkurs fotograficzny i pokazuje, jak daleko posuwają się naukowcy, by naprawić błędy przeszłości.
Przez 400 lat te ptaki nie widziały Alp, wyparte przez kłusowników i zmiany klimatu. Dziś, dzięki nietypowej metodzie wychowawczej, wracają właśnie do swoich naturalnych siedlisk.
Jak nauczyć ptaka drogi do domu?
Kluczem do sukcesu okazała się więź. Członkowie grupy konserwatorskiej Waldrappteam przejmują opiekę nad pisklętami od pierwszych dni ich życia. Ptaki traktują opiekunów jak członków swojej rodziny.
Dzięki temu zaufaniu, podczas jesiennej migracji, ibisy chętnie podążają za ultralekkim samolotem. W jego kokpicie siedzi człowiek, który śpiewa do ptaków przez megafon, prowadząc je bezpiecznie przez tysiące kilometrów.

Fakty, które brzmią jak film przyrodniczy:
- Trasa: Liczy aż 2800 kilometrów – z południowych Niemiec aż do południowo-zachodniej Hiszpanii.
- Czas trwania: Cała podniebna wyprawa zajmuje aż 50 dni.
- Skala: Projekt prowadzony jest od 2004 roku i zyskał ogromne wsparcie lokalnych społeczności mieszkających wzdłuż trasy przelotu.
Więcej niż tylko ładne zdjęcie
Autor zwycięskiej fotografii, student biologii Gunnar Hartmann, wspomina ten dzień jako emocjonalny miks. W powietrzu czuć było adrenalinę i odpowiedzialność za przetrwanie gatunku, który prawie zniknął z powierzchni ziemi.
To nie jedyny przypadek, w którym nauka łączy się z wizualnym kunsztem. W tym samym konkursie wyróżniono także badania nad ociepleniem oceanów w Morzu Czerwonym oraz niebezpieczne wyzwania, jakimi są toksyczne zakwity alg w kanadyjskich jeziorach.
Czy natura potrzebuje przewodnika?
Metoda "latających rodziców" choć wydaje się czystą fantazją, jest dowodem na to, że technologia w rękach pasjonatów potrafi cofnąć czas. Czy uważacie, że takie ingerowanie w naturę jest jedynym sposobem na ratowanie wymierających gatunków, czy może jednak powinniśmy pozwolić przyrodzie radzić sobie samej?