W 2024 roku nagłówki gazet obiegła wiadomość, która brzmiała jak ponury żart: w kraju o najniższym wskaźniku urodzeń na świecie, sprzedaż wózków dla psów przerosła sprzedaż wózków dziecięcych. To nie jest tylko statystyka, to sygnał zmiany, którą widać już na ulicach polskich miast.
Kiedy świat staje się coraz bardziej nieprzewidywalny, a sztuczna inteligencja zmienia zasady gry w każdym zawodzie, nasze instynkty opiekuńcze szukają nowych obiektów. Zaczynamy traktować zwierzęta, a wkrótce będziemy traktować roboty, jak członków rodziny. To zjawisko, przed którym nie uciekniemy, bez względu na to, jak bardzo będziemy je oceniać.
Dlaczego śmierć pupila boli bardziej, niż wypada?
Wiele osób wciąż słyszy od znajomych: „przecież to tylko zwierzak, kup nowego”. W świecie, który stawia na produktywność i szybkie „przepracowanie” żałoby, głęboka więź z istotą, która nie jest człowiekiem, wydaje się podejrzana. Sama poczułam to na własnej skórze, gdy straciłam psa.
Mój pies nie był tylko zwierzakiem – był towarzyszem, który witał mnie tańcem po powrocie do domu. Kiedy zachorował, zrozumiałam, że nasza miłość do stworzeń (a w przyszłości do maszyn) opiera się na niebezpiecznym kontrakcie: wiemy, że to się skończy, ale mimo to decydujemy się kochać.

Miłość do maszyny: czy to tylko oszukiwanie samego siebie?
W mojej powieści Luminous opisuję świat, w którym roboty zastępują nam bliskich. To nie jest kwestia tylko technologii, to kwestia emocjonalnej wygody. Oto dlaczego tak łatwo wpadniemy w tę pułapkę:
- Wielofunkcyjność: Robot-dziecko to nie tylko obiekt uczuć, to także kucharz, opiekun i pomoc domowa w jednym.
- Bezpieczeństwo: Maszyna nigdy nie „dorasta” i nie odchodzi z domu, by założyć własne życie.
- Symulacja lojalności: Inżynierowie są w stanie zaprogramować maszynę tak, aby reagowała na nasze potrzeby z precyzją, której nie zapewni żaden człowiek.
Pytanie brzmi: co się stanie z naszą psychiką, gdy miłość stanie się produktem, który możemy kupić w sklepie? Będziemy kochać je ferocześnie, tak jak kochamy nasze "futrzaste dzieci", mimo że w głębi duszy wiemy, że to tylko kod i plastik.
Granica między troską a manipulacją
Firmy technologiczne już teraz zacierają dłonie. Wizja robota, który nigdy nie sprawia problemów, nigdy się nie kłóci i zawsze jest na wyciągnięcie ręki, jest niezwykle kusząca. Musimy jednak zadać sobie pytanie: czy to, co czujemy do maszyny, jest autentyczne? A może to tylko wyrafinowana forma emocjonalnej manipulacji?
Prawda jest taka, że cierpienie po stracie – nawet jeśli obiektem tej straty jest przedmiot – jest prawdziwe. Jeśli płaczemy po psie, będziemy płakać po „dziecku-robocie”. I może właśnie to czyni nas ludźmi: zdolność do obdarzania uczuciem wszystkiego, co w jakiś sposób wypełnia pustkę w naszym życiu.
A Wy? Czy bylibyście w stanie zbudować silną więź z AI, gdyby potrafiła ona symulować obecność kogoś bliskiego, czy uważacie, że to droga do całkowitego zatracenia naszej ludzkiej natury? Czekam na Wasze opinie w komentarzach.