Znasz to uczucie, gdy kolejna książka o kosmosie wydaje się kopią „Gwiezdnych Wojen”? Ja też miałem ten problem, dopóki nie trafiłem na serię, w której zamiast laserów najważniejsza jest nieoczywista biologia. Najnowsza część, „Dzieci konfliktu” (Children of Strife), to dowód na to, że autor jest obecnie w szczytowej formie.
Zapomnij o książce numer trzy
Bądźmy ze sobą szczerymi: poprzedni tom, „Dzieci pamięci”, nie wszystkim przypadł do gustu. Wielu czytelników uznało go za nieco zbyt przekombinowany. Ale mam dla Was świetną wiadomość.
- Możesz spokojnie pominąć trzecią część i przejść prosto do nowości.
- Wystarczy znać fundamenty z pierwszych dwóch tomów (tych z pająkami i ośmiornicami).
- Akcja wraca na właściwe tory, oferując to, co w cyklu najlepsze: rozmach i tajemnicę.
Modliszka w skafandrze bojowym? To działa
Tchaikovsky ma niesamowity dar: potrafi sprawić, że zaczynasz współczuć istotom, które normalnie budzą wstręt. Tym razem na scenę wkracza krewetka modliszkowa. W naszym świecie to drapieżnik o sile uderzenia pocisku, a tutaj? Wyobraź sobie taką istotę w futurystyczny pancerzu, operującą ciężką bronią.
Brzmi jak szaleństwo, ale w tej narracji jest to absolutnie wiarygodne. Autor nie bawi się w „twardą fizykę” – on buduje społeczeństwa w oparciu o biologię, co jest znacznie ciekawsze podczas wieczornej lektury przy herbacie.

Trzy linie czasu, które się nie plączą
Konstrukcja powieści jest odważna. Śledzimy trzy różne osie czasu jednocześnie. Zazwyczaj w takich przypadkach łatwo się pogubić (szczególnie po ciężkim dniu w pracy), ale tutaj każda postać – ludzka czy nie – ma wyrazisty charakter. Nie ma mowy o nudzie, bo tempo narzucone przez Adriana jest wręcz zabójcze.
Raj, który okazuje się pułapką
Centralnym punktem jest nowa planeta. Z daleka wygląda jak idealnie sterraformowany Eden, miejsce, gdzie każdy z nas chciałby spędzić urlop. Ale jak to u Tchaikovsky’ego bywa – im bliżej podejdziesz, tym bardziej robi się nieprzyjemnie.
Moja rada: Czytając finałowe sceny na powierzchni planety, zarezerwuj sobie dłuższą chwilę. Choć niektóre opisy mogą wydawać się nieco przeciągnięte, to emocjonalny ładunek wynagradza każdą stronę.
Jeśli szukasz czegoś, co odświeży Twoje spojrzenie na gatunek i sprawi, że zaczniesz inaczej patrzeć na ziemskie stawonogi, „Dzieci konfliktu” to pozycja obowiązkowa. Przy okazji, czy Wy też macie wrażenie, że współczesne sci-fi rzadko kiedy potrafi tak mocno zaskoczyć konstrukcją świata?