Wchodząc do polskiego supermarketu, często sięgamy po słoik czarnych oliwek, wierząc, że kupujemy w pełni dojrzałe, zdrowe owoce. Rzeczywistość bywa jednak inna. Wiele produktów na naszych półkach to tak naprawdę zielone oliwki, które „stały się” czarne w ciągu kilku godzin dzięki chemicznej obróbce.
Kiedyś zastanawiało mnie, dlaczego jedne oliwki są miękkie i pełne smaku, a inne smakują niemal metalicznie i są nienaturalnie sprężyste. Okazuje się, że większość z nas nieświadomie wybiera produkt, który z naturą ma niewiele wspólnego. Prawdziwa czarna oliwka potrzebuje słońca, a nie stabilizatorów koloru.
Jak rozpoznać „podrabiane” oliwki w kilka sekund?
Producenci starają się ciąć koszty, bo naturalne dojrzewanie owoców na drzewie trwa długo i jest ryzykowne. Dlatego zbierają twarde, zielone owoce i poddają je procesowi utleniania. Ale jest prosty sposób, by ich przechytrzyć, nawet jeśli nie masz pod ręką etykiety.
- Spójrz na pestkę: To najskuteczniejszy test. W naturalnie dojrzałej oliwce pestka jest ciemna. Jeśli po przegryzieniu owocu widzisz jasną, zielonkawą pestkę – masz do czynienia z oliwką barwioną.
- Tekstura skóry: Prawdziwe czarne oliwki są często pomarszczone i delikatne. Te barwione są idealnie gładkie i podejrzanie twarde.
- Jednolitość koloru: Natura nie jest idealna. Naturalne owoce mają różne odcienie – od ciemnego fioletu po brąz. Oliwki barwione chemicznie są zazwyczaj kruczoczarne, jak od linijki.

Pułapka ukryta w składzie (E579 i E585)
W Polsce skład produktów spożywczych musi być jawny, ale rzadko czytamy go drobnym drukiem. Jeśli widzisz na etykiecie glukonian żelazawy (E579) lub mleczan żelazawy (E585), to znak, że oliwki zostały „pomalowane”.
Być może zapytasz: „Czy to jest szkodliwe?”. Te dodatki są dopuszczone do spożycia, ale jest pewien haczyk. Badania sugerują, że proces sztucznego czernienia może nieznacznie podnosić poziom akrylamidu w produkcie. Wybierając owoce dojrzewające na słońcu, zyskujesz więcej wartości odżywczych i lepszy profil tłuszczowy.
Mój sprawdzony trik na zakupach
Jeśli kupujesz oliwki na wagę w lokalnym sklepie lub na targu, nie bój się zapytać sprzedawcy o skład. Często informacja o stabilizatorach znajduje się na zbiorczym opakowaniu, do którego klient nie ma bezpośredniego wglądu. Ale jest też bezpieczniejsza ścieżka.
Najprostszym sposobem na uniknięcie chemii jest wybieranie produktów z certyfikatem BIO lub Eko. Unijne przepisy dotyczące rolnictwa ekologicznego surowo zabraniają stosowania E579 i E585 do barwienia oliwek. To gwarancja, że kolor owocu pochodzi prosto z natury, a nie z laboratorium.
A Wy na co zwracacie uwagę przy wyborze oliwek? Czy kolor pestki kiedykolwiek wzbudził Waszą czujność?