Zawsze gdy patrzysz w nocne niebo nad Warszawą czy Krakowem, wydaje Ci się, że gwiazdy są tam bezpieczne i niemal nieruchome. Nic bardziej mylnego. Astronomowie właśnie odkryli, że wewnątrz znanej grupy gwiazd Palomar 5 ukrywa się „rój” ponad stu czarnych dziur, które powoli rozrywają ją od środka.
Przyznam szczerze, że te dane z obserwatorium Gaia zmieniają wszystko, co wiedzieliśmy o stabilności kosmosu. To nie jest odległa abstrakcja – to proces, który dzieje się w naszej galaktyce i rzuca nowe światło na to, jak kończą swój żywot gwiezdne skupiska.
Kosmiczny „Kamień z Rosetty” ukryty w Palomar 5
Palomar 5 to nie jest zwykła gromada. To specyficzny obiekt, który wygląda jak rzeka gwiazd rozciągnięta na 30 000 lat świetlnych. Naukowcy długo głowili się, dlaczego ta grupa jest tak „rozmytym” i rzadkim skupiskiem. Okazało się, że za wszystkim stoi niewidzialny drapieżnik.
Oto co dzieje się wewnątrz tego systemu:
- W samym centrum znajduje się około 100–120 czarnych dziur o masach gwiazdowych.
- Stanowią one aż 20% całkowitej masy całej gromady.
- Każda z nich jest około 20 razy cięższa od naszego Słońca.
W mojej praktyce rzadko spotykam się z tak drastycznymi dysproporcjami. To tak, jakby co piąty mieszkaniec Twojego bloku był całkowicie niewidzialny, a jednocześnie miał siłę, by wyrzucić sąsiadów przez okno samą grawitacją.
Dlaczego te gwiazdy „uciekają”?
Mechanizm jest fascynujący i przypomina nieco kosmiczny bilard. Kiedy gwiazda zbliża się do czarnej dziury, dochodzi do interakcji grawitacyjnej. Czarna dziura działa jak proca – dosłownie wystrzeliwuje gwiazdę poza obręb gromady.
Właśnie dlatego Palomar 5 posiada te charakterystyczne „ogony” – długie strumienie gwiazd ciągnące się za nią. Gwiazdy uciekają znacznie łatwiej niż ciężkie czarne dziury, co sprawia, że z czasem ich stężenie w gromadzie drastycznie rośnie.
Co czeka naszą galaktykę za miliard lat?
Symulacje komputerowe pokazują brutalny finał tej historii. Ale spokojnie, nie musisz zmieniać planów na jutro – to perspektywa miliarda lat. Za ten czas gromada Palomar 5 całkowicie przestanie istnieć.
Zostanie po niej tylko „rój” czarnych dziur krążących wokół centrum Drogi Mlecznej. To pozwala nam sądzić, że wiele innych „strumieni gwiezdnych”, które widzimy na niebie, było kiedyś dumnymi gromadami, zanim zostały „pożarte” od środka przez własne czarne dziury.
Swoją drogą, to świetna metoda dla badaczy. Skoro nie widzimy samych czarnych dziur, możemy policzyć ich liczbę, patrząc na to, jak chaotycznie zachowują się gwiazdy wokół nich. To jak badanie wiatru poprzez obserwację tańczących liści.
Czy myślisz, że w naszej galaktyce ukrywa się więcej takich „niewidzialnych” zagrożeń, o których jeszcze nie mamy pojęcia? Daj znać w komentarzach, czy fascynują Cię takie kosmiczne zagadki!