Prawdopodobnie znasz to uczucie: wygłaszasz beznadziejny, suchy dowcip przy niedzielnym obiedzie, a w odpowiedzi słyszysz jedynie ciężkie westchnienie reszty rodziny. Zamiast się zrażać, warto spojrzeć na sprawę naukowym okiem, bo okazuje się, że za tym fenomenem stoją poważne badania.

Psychologowie Paul Silvia i Meriel Burnett postanowili sprawdzić, kto tak naprawdę najlepiej bawi się przy żartach w stylu „taty”. Przeanalizowali ponad 32 000 dowcipów zebranych z platformy Reddit, by raz na zawsze rozstrzygnąć, czy ten specyficzny rodzaj humoru ma w sobie coś uniwersalnego.

Nauka pochyla się nad sucharami

Badacze nie ograniczyli się do samego czytania żartów. Przeprowadzili serię ankiet, sprawdzając związki między poczuciem humoru a cechami osobowości, poglądami politycznymi, a nawet stosunkiem do zwierząt domowych. Wyniki mogą być dla wielu osób sporym zaskoczeniem.

Oto co udało się ustalić:

  • Konwencjonalność sprzyja śmiechowi: Osoby o bardziej tradycyjnym podejściu do życia, lepiej wykształcone lub religijne, częściej oceniały te żarty jako zabawne.
  • Wpływ posiadania pupila: Fani psów i kotów bawią się lepiej przy „sucharach” niż osoby, które nie przepadają za żadnym z tych zwierząt.
  • Kluczowy czynnik: Potwierdzono niemal oczywisty fakt – to właśnie ojcowie uznają żarty „tatowe” za najzabawniejsze, co w dzisiejszych czasach pełnych skomplikowanych teorii brzmi nadzwyczaj kojąco.

Czy to ma sens w codziennym życiu?

Warto zwrócić uwagę na to, że humor tego typu pełni rolę swego rodzaju bufora społecznego. Jeśli Twoje żarty nie budzą entuzjazmu u nastolatków, nie przejmuj się. Badania sugerują, że ten rodzaj humoru jest głęboko zakorzeniony w potrzebie utrzymania pewnej formy „kulturowej stabilności”.

Prosta wskazówka: Jeśli chcesz sprawdzić, czy masz predyspozycje do humoru „tatowego”, przypomnij sobie swoją ostatnią reakcję na grę słów. Jeśli mimowolnie się uśmiechnąłeś, mimo że wiesz, iż żart był słaby – gratuluję, należysz do grupy, którą psychologowie nazywają kulturowo konwencjonalną.

Oczywiście, nie każdy „suchar” odniesie sukces, ale sama nauka pokazuje, że warto pielęgnować tę umiejętność poprawiania nastroju (nawet jeśli tylko sobie samemu). A Wy – macie swoje ulubione „tata-żarty”, które potrafią doprowadzić do szału całą rodzinę, czy wolicie trzymać się wyrafinowanego humoru? Podzielcie się swoimi „najgorszymi” przykładami w komentarzach!