Wiele osób szukających alternatywy dla Bitcoina przeniosło swoją uwagę na tzw. zielone kryptowaluty, obiecując sobie mniejszy ślad węglowy. Chia, promowana jako bardziej ekologiczne rozwiązanie, okazała się jednak znacznie większym obciążeniem dla planety, niż przyznawali jej twórcy.

Jeśli planujesz inwestycję w cyfrowe waluty, warto wiedzieć, co tak naprawdę kupujesz. Okazuje się, że obietnica „zieloności” może być tylko sprytnym zabiegiem marketingowym, za którym stoi całkiem realne zużycie zasobów.

Jak miała działać „ekologiczna” rewolucja?

Kiedy Bitcoin pożera rocznie tyle prądu co cała Polska, Chia weszła na rynek z obietnicą wykorzystania wolnego miejsca na dyskach twardych zamiast energochłonnych obliczeń procesora. Zasada była prosta: im więcej miejsca oddasz sieci, tym większa szansa na zarobek.

W teorii brzmiało to jak rozwiązanie problemu. Jednak naukowcy z Algierii i Francji postanowili sprawdzić, co dzieje się pod maską tego systemu. Wyniki ich analizy są, delikatnie mówiąc, otrzeźwiające.

Ekologiczna kryptowaluta, która zużywa 18 razy więcej prądu niż deklarowano - image 1

Gdzie ukryto prawdziwy koszt?

Problem zaczyna się na etapie tzw. plotowania, czyli przygotowania danych na dyski. Jest to proces ekstremalnie obciążający sprzęt. Okazuje się, że:

  • Wiele szybkich dysków SSD ulega przyspieszonemu zużyciu podczas tworzenia danych dla Chia.
  • Producenci „zielonej” waluty całkowicie pominęli w obliczeniach ślad węglowy produkcji samego sprzętu.
  • Rzeczywista emisja CO2 jest nawet 18 razy wyższa od deklarowanych oficjalnie 50 tysięcy ton rocznie.

Czy to w ogóle ma sens?

Gene Hoffman, szef Chia Network, broni swojego projektu, twierdząc, że firma daje drugie życie dyskom z centrów danych, które w przeciwnym razie trafiłyby na wysypisko. To argument, który brzmi przekonująco, dopóki nie zestawimy go z twardymi danymi o żywotności SSD.

Pamiętaj o tym aspekcie: Jeśli zamierzasz używać własnego sprzętu do miningu, licz się z tym, że żywotność dysku typu SSD może zostać drastycznie skrócona w ciągu kilkunastu tygodni intensywnego „plotowania”. Wymiana sprzętu na nowy to nie tylko koszt dla Twojego portfela, ale i kolejne tony węgla spalone w fabrykach elektroniki.

Twórcy zapowiadają aktualizację do „Proof of Space 2.0”, która ma zmienić zasady gry. Czy to naprawi wizerunek branży? Czas pokaże. A co Wy myślicie o kryptowalutach z etykietką „EKO” – wierzycie w nie czy uważacie to za czysty marketing?