Wiele kobiet po 35. roku życia staje przed trudną rzeczywistością, w której szanse na powodzenie zabiegu in vitro drastycznie spadają. Często winą za to obarczamy przypadek, gdy tymczasem nauka właśnie wskazała konkretnego winowajcę: słabnący „molekularny klej” w naszych komórkach jajowych.
Ostatnie badania pokazują, że rozwiązanie tego problemu może być prostsze, niż sądziliśmy. Zamiast skomplikowanych procedur, wystarczy jedna iniekcja, która drastycznie ogranicza ryzyko błędów chromosomowych często prowadzących do poronień.
Dlaczego czas działa na niekorzyść komórki jajowej?
Wszystko sprowadza się do procesu mejozy. W idealnych warunkach komórka jajowa dzieli swój materiał genetyczny na pół. Jednak z wiekiem mechanizm ten zaczyna zawodzić. W komórkach kobiet po 35. roku życia ponad 65 procent jajeczek wykazuje nieprawidłowości, czyli tzw. aneuploidię.
Naukowcy z firmy Ovo Labs odkryli, że kluczem jest białko o nazwie shugoshin-1. To ono działa jak klej, który utrzymuje pary chromosomów razem przed rozdzieleniem. W starszych komórkach jajowych poziom tego białka drastycznie spada, co sprawia, że chromosomy rozpadają się przedwcześnie.

Jak działa nowy „EmbryoProtect”?
Zespół badaczy postanowił sprawdzić, co się stanie, jeśli po prostu uzupełnimy niedobór tego białka. W badaniu na ludzkich komórkach jajowych wprowadzono kod genetyczny shugoshin-1 w formie mRNA bezpośrednio do komórki:
- Bez ingerencji: przedwczesny podział chromosomów wystąpił w 53 proc. przypadków.
- Po iniekcji: ryzyko spadło do zaledwie 29 proc.
To nie tylko suche liczby. Dla kobiet przechodzących przez in vitro oznacza to realną szansę na zdrowszy zarodek i mniejszą liczbę prób potrzebnych do osiągnięcia sukcesu. Co istotne, technika ta, nazywana EmbryoProtect, ma być ułamkiem kosztu pełnego cyklu IVF.
Czy to standard w naszych klinikach?
Na razie naukowcy są na etapie optymistycznych wyników laboratoryjnych i udanych testów na myszach, u których metoda ta pozwoliła na narodziny zdrowego potomstwa bez żadnych skutków ubocznych. Wdrażanie tej metody w klinikach będzie wymagało zmiany podejścia do zapłodnienia (używania niedojrzałych komórek zamiast dojrzałych), ale zdaniem ekspertów jest to technicznie bardzo proste do wdrożenia.
Wygląda na to, że bariera wieku w medycynie reprodukcyjnej właśnie stała się nieco niższa. Oczywiście pozostaje pytanie: czy jesteśmy gotowi na taką ingerencję w naturę komórki jajowej? Jakie jest Wasze zdanie na temat wspomagania in vitro takimi metodami?