Prawdopodobnie uważasz, że karaluchy to po prostu niezniszczalne szkodniki, które przetrwają nawet apokalipsę. I choć intuicja podpowiada nam, że ich przetrwanie to kwestia czystego przypadku, nauka właśnie odkryła, że za tym „supermocarstwem” stoi coś znacznie bardziej fascynującego.

Okazuje się, że te insekty od milionów lat nieświadomie prowadzą wymianę genetyczną z bakteriami, z którymi dzielą swoje ciało. To nie jest ewolucyjny przypadek – to biologiczny „hack”, który mógł uczynić je tak odpornymi na wszystko, co rzuca im świat.

Jak karaluchy „zhakowały” własną ewolucję

Naukowcy z Uniwersytetu w Sydney przeprowadzili głęboką analizę genomu karaluchów i termitów. Wynik badania był szokujący: znaleźli ponad 40 tysięcy fragmentów DNA pochodzących od bakterii Blattabacterium cuenoti.

W świecie nauki nazywamy to horyzontalnym transferem genów (HGT). Zazwyczaj zachodzi on między mikroorganizmami, ale u złożonych organizmów, takich jak karaluchy, uznawano go za rzadkość. A tutaj mamy do czynienia z prawdziwą inżynierią genetyczną:

  • Znaleziono blisko 40 485 fragmentów bakteryjnego DNA w genomach badanych owadów.
  • Niektóre z tych wstawek przetrwały w ich kodzie genetycznym przez ponad 28 milionów lat.
  • Proces ten pozwala karaluchom na błyskawiczne pozyskiwanie „molecular powers” (narzędzi molekularnych) bez czekania milionów lat na naturalną mutację.

Dlaczego to powinno nas obchodzić?

Możesz pomyśleć: „Co mnie obchodzi DNA karalucha w polskiej kuchni?”. Tu pojawia się niuans. Wiele zwierząt żyje w ścisłej symbiozie z bakteriami. Jeśli karaluchy potrafią „podkradać” przydatne kawałki kodu genetycznego od swoich lokatorów, to oznacza, że ten mechanizm może być znacznie bardziej powszechny, niż zakładała biologia.

W mojej praktyce czytania o nauce rzadko trafiam na coś tak intrygującego. To jakby smartfon, który zamiast aktualizacji, sam „zasysa” kod ze swojego etui, żeby poprawić wydajność baterii. Czy właśnie to sprawia, że żadna chemia na owady nie jest w pełni skuteczna?

Co z tym dalej?

Naukowcy obecnie sprawdzają, czy te 40 tysięcy wstawek faktycznie daje karaluchom „supermoce”, czy może są to tylko biologiczne śmieci. Jeśli jednak okaże się, że te geny pełnią konkretną funkcję, będziemy musieli całkowicie zmienić sposób, w jaki myślimy o odporności organizmów na leki i toksyny.

A co Ty o tym myślisz? Czy uważasz, że natura ma w zanadrzu jeszcze więcej takich „ukrytych plików” w genach zwierząt, których nawet nie podejrzewamy o taką inżynierię? Daj znać w komentarzach.