Czasami w nauce najlepsze odkrycia zdarzają się wtedy, gdy wcale ich nie szukasz. Podobnie jak w przypadku penicyliny czy karteczek samoprzylepnych, świat astronomii właśnie zyskał dowód na to, że losowy traf potrafi zmienić nasze rozumienie kosmosu.
Naukowcy analizujący dane z układu gwiazdy Beta Pictoris natknęli się na coś, co umykało im przez ponad dziesięć lat. To najsłabsza planeta, jaką kiedykolwiek udało się zaobserwować bezpośrednio z Ziemi, a jej odnalezienie było czystym przypadkiem.
Ukryta planeta w dobrze znanym sąsiedztwie
Gwiazda Beta Pictoris, oddalona od nas o 64 lata świetlne, jest dobrze znana badaczom. To młody, gorący układ, w którym nieustannie coś się dzieje. Astronomowie z Uniwersytetu w Edynburgu chcieli po prostu sprawdzić, jak zmienia się znana nam już planeta Beta Pictoris b.
Podczas analizy starych i nowych obserwacji z teleskopu VLT oraz danych z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, badacze zauważyli coś nietypowego. Trzecia planeta, nazwana Beta Pictoris d, przez lata bawiła się z astronomami w chowanego.
Dlaczego tak trudno było ją zauważyć?
- Blask gwiazdy: Gwiazda macierzysta jest miliard razy jaśniejsza od planety, co skutecznie oślepia nasze urządzenia.
- Odległość: Nowa planeta znajduje się dwa razy dalej od swojej gwiazdy niż jej rodzeństwo, co czyni ją jeszcze trudniejszą do uchwycenia.
- Słabe światło: Jest ona 100 razy słabsza od znanych już planet w tym systemie, co czyni ją najtrudniejszym obiektem tego typu do bezpośredniego obrazowania.
To, co czyni to odkrycie fascynującym, to fakt, że planeta jest relatywnie „chłodna”. Jej temperatura wynosi około 330 stopni Celsjusza – przy kosmicznych standardach to niemalże chłód, biorąc pod uwagę, że inne młode planety potrafią rozgrzewać się do ponad 1600 stopni.
Co to oznacza dla nas?
Dzięki temu przypadkowemu odkryciu wiemy już, że w układach planetarnych kryje się znacznie więcej niż tylko wielkie gazowe olbrzymy. To pokazuje, że wiele egzoplanet wciąż pozostaje niewidocznych dla naszych obecnych technologii.
Jeśli chcesz samodzielnie „poszperać” w danych astronomicznych, polecam sprawdzić archiwa European Southern Observatory (ESO). Często udostępniają oni surowe dane z teleskopów, w których amatorzy potrafią wyłapać detale przeoczone przez algorytmy.
Ciekawe jest to, że wraz z budową Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu (ELT) takich odkryć będzie znacznie więcej. Być może już niedługo potwierdzimy istnienie planet o jeszcze mniejszej masie, które dzisiaj uznajemy za „nieistniejące”.
A Wy jak sądzicie – czy w naszym własnym Układzie Słonecznym wciąż czai się jakaś „dziewiąta planeta”, której nie zauważyliśmy z powodu jej słabego blasku? Dajcie znać w komentarzach!