Zazwyczaj w kosmosie wszystko dzieje się zgodnie z przewidywalnymi prawami fizyki, a zmiany zajmują eony. Jednak ostatnio astronomowie zaobserwowali coś, co brzmi jak fabuła filmu science-fiction: mała kometa 41P nagle zmieniła kierunek swoich obrotów.

To zjawisko jest całkowicie unikalne w skali znanych nam ciał niebieskich. Jeśli zastanawiasz się, dlaczego taki „kosmiczny taniec” powinien Cię obchodzić, odpowiedź jest prosta: to może być nasza jedyna szansa, by zajrzeć do wnętrza układu słonecznego sprzed miliardów lat.

Jak ciało niebieskie może zmienić bieg?

Kometa 41P/Tuttle-Giacobini-Kresák to niewielki obiekt o średnicy około kilometra. Gdy w 2017 roku naukowcy skierowali na nią teleskop Hubble’a, przecierali oczy ze zdumienia. W marcu 2017 roku kometa obracała się wokół własnej osi raz na 20 godzin. Zaledwie dwa miesiące później ten czas wydłużył się do 60 godzin. Pod koniec roku okazało się, że obiekt nie tylko przyspieszył, ale zmienił kierunek wirowania.

Wyjaśnienie jest fascynująco proste: słońce zaczęło podgrzewać lód na powierzchni komety. Gdy lód zamienia się bezpośrednio w gaz, tworzy się coś na kształt naturalnego silnika odrzutowego. Gdy „strumień” gazu wystrzeli w odpowiednim kierunku, działa jak hamulec, a potem popycha kometę w drugą stronę.

Niespodziewany zwrot akcji w kosmosie: kometa, która zaczęła obracać się w drugą stronę - image 1

Dlaczego to jest ważne?

Z punktu widzenia fizyki, ta kometa jest jak bomba zegarowa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przez tak gwałtowne zmiany prędkości obrotowej, jądro komety może po prostu pęknąć. Dla nas to niepowtarzalna okazja badawcza.

  • Rozpad komety pozwoliłby nam zobaczyć jej wnętrze bez wysyłania skomplikowanych misji kosmicznych.
  • Lód ukryty w środku to „zamrażarka” z czasów formowania się naszego układu.
  • Poznanie składu tego lodu powie nam, z czego składała się nasza okolica, zanim powstały planety.

Co to oznacza dla Ciebie?

Choć brzmi to egzotycznie, wyobraź sobie kometę jako bardzo stare, zapomniane archiwum. Jeśli 41P rzeczywiście się rozpadnie, dostaniemy wgląd w chemię, która stworzyła podstawy do powstania życia na Ziemi.

Moja rada dla obserwatorów nieba w Polsce: warto śledzić informacje astronomiczne pod koniec 2027 roku. Wtedy kometa ponownie zbliży się do słońca. Jeśli przetrwa, naukowcy będą pilnie obserwować, czy ta kosmiczna „piruetka” nie doprowadziła do jej ostatecznego zniszczenia.

Czy uważasz, że powinniśmy bardziej martwić się o takie obiekty w pobliżu Ziemi, czy może powinniśmy traktować je jako nasze jedyne źródło wiedzy o przeszłości wszechświata? Daj znać w komentarzach, co o tym sądzisz.