Kiedy myślimy o farmach fotowoltaicznych, zazwyczaj widzimy przed oczami hektary pól wypełnione czarnymi taflami. To rozwiązanie skuteczne, ale kontrowersyjne – zajmuje cenną ziemię, która mogłaby służyć rolnictwu lub naturze. W Europie, gdzie każdy metr kwadratowy jest na wagę złota, zaczęliśmy zadawać sobie pytanie: czy naprawdę musimy zabudowywać kolejne łąki?

Odpowiedź przyszła ze Szwajcarii, a jest ona tak zaskakująco prosta, że aż dziw bierze, iż nikt nie wpadł na to wcześniej. Zamiast szukać nowej przestrzeni, naukowcy postanowili wykorzystać to, co już mamy pod ręką – miejsce bezpośrednio między szynami kolejowymi.

Miejsce, które wszyscy mijamy, a nikt go nie widział

Na pierwszy rzut oka pomysł zakrawa na szaleństwo. Pociągi pędzą, szyny wibrują, a ciężkie składy ciągle generują ogromny hałas i napór powietrza. Mimo to szwajcarski start-up Sun-Ways postanowił sprawdzić to w realnych warunkach. Największą zaletą tej technologii jest fakt, że nie zajmuje ona ani centymetra nowej ziemi.

Kolejowa infrastruktura już istnieje. Pomiędzy torami znajduje się przestrzeń techniczna, która zazwyczaj nie spełnia żadnej konkretnej funkcji. Szwajcarzy spojrzeli na nią jak na potencjalne źródło czystej energii. To podejście zmienia całkowicie zasady gry: energetyka przyszłości nie musi zajmować nowych terenów – może idealnie wpasować się w infrastrukturę, która funkcjonuje od dziesięcioleci.

Panele słoneczne między torami: szwajcarski sposób na zieloną energię - image 1

Jak to działa w praktyce?

Eksperyment, prowadzony w szwajcarskiej miejscowości Buttes, to obecnie 100-metrowy odcinek testowy wyposażony w 48 paneli o mocy 18 kW. Choć liczby wydają się niewielkie, projekt ma jeden kluczowy cel: udowodnić, że system jest bezpieczny i odporny na ekstremalne warunki.

Od kwietnia 2025 roku system jest wystawiony na prawdziwy poligon doświadczalny. Oto co sprawdzają inżynierowie:

  • Wibracje i napór powietrza: Panele muszą wytrzymać tysiące przejazdów pociągów bez żadnego uszczerbku.
  • Warunki pogodowe: Śnieg, lód, deszcz i nagłe zmiany temperatur – wszystko, co musi wytrzymać zewnętrzna instalacja.
  • Łatwość serwisowania: Całość została zaprojektowana w modułach, które można zdemontować w 10 minut, jeśli zajdzie potrzeba konserwacji torowiska.

Dotychczasowe testy przeszły nawet najśmielsze oczekiwania – instalacja przetrwała ponad 11 tysięcy przejazdów pociągów bez ani jednego mechanicznego uszkodzenia.

Czy to ma sens w Polsce?

Polska, podobnie jak wiele innych krajów, zmaga się z wyzwaniem łączenia zielonej energii z ochroną krajobrazu. Teoretycznie pomysł montażu paneli między torami mógłby być interesującą ścieżką dla naszych kolei. Oczywiście, specyfika naszego klimatu – częste odwilże czy obfite opady śniegu – wymagałaby dodatkowych analiz, jednak kierunek jest jasny: innowacja nie musi być głośna. Czasami po prostu leży między torami i wytwarza prąd.

Czy Twoim zdaniem szyny kolejowe powinny stać się naszym nowym źródłem energii, czy to zbyt ryzykowny eksperyment dla polskiej infrastruktury? Daj znać w komentarzach.