Pewnie słyszałeś o planach wskrzeszenia mamutów czy wilków workowatych. Teraz firma Colossal Biosciences bierze na celownik nowozelandzkie moa – nieloty, które ważyły ponad 200 kilogramów. Kluczem do sukcesu ma być sztuczna skorupka jajka, ale czy to w ogóle może zadziałać?
Czym właściwie jest to wynalazek?
Firma pochwaliła się opracowaniem sztucznej skorupki w formie silikonowej membrany na ażurowym stelażu. Ma ona naśladować naturalną wymianę gazową, dzięki której pisklę oddycha wewnątrz jaja. Wielu ekspertów jednak studzi emocje. Metody ex-ovo (czyli inkubacji poza skorupką) są znane od lat – wystarczy spojrzeć na udane próby hodowli kurcząt w plastikowych kubeczkach czy folii spożywczej.
Różnica polega na tym, że Colossal twierdzi, iż ich membrana zapewnia lepszą przepuszczalność tlenu. Sęk w tym, że firma nie pokazała jeszcze żadnych konkretnych wyników badań. Nie wiemy, ile piskląt faktycznie przetrwało w takich warunkach.
Większe jajo to większy problem
Nawet jeśli metoda sprawdzi się u kur, zmoa to zupełnie inna liga. Jaja tych ptaków miały do 24 centymetrów długości.

- Więcej białka: To akurat najmniejszy kłopot, można użyć białka od indyków.
- Problem z żółtkiem: Żółtko to ogromna pojedyncza komórka. By ją „powiększyć”, trzeba by wstrzyknąć do niej więcej składników, co prawdopodobnie rozerwałoby membranę komórkową.
Czy to oznacza powrót moa?
Krótka odpowiedź brzmi: nie. Nawet jeśli stworzymy idealną inkubację, genetyka pozostaje barierą nie do przeskoczenia. DNA moa, które wyginęły 600 lat temu, jest w kawałkach. Nie da się odtworzyć identycznego zwierzęcia.
Prawdopodobnie Colossal pójdzie drogą „hybrydyzacji”, tak jak zrobił to z wilkami szarymi, nazywając je później wilkami workowatymi. Eksperci z Nowej Zelandii ostrzegają: to może być bardziej projekt pod turystykę niż realne działania na rzecz ochrony przyrody, zwłaszcza że lokalna społeczność Māori jest temu przeciwna.
Co z tego mamy?
Choć plan wskrzeszenia moa budzi wątpliwości, sama technologia przezroczystej skorupki może być przełomem. Pozwoliłaby naukowcom na obserwację rozwoju zarodka na żywo w sposób dotąd niemożliwy. To narzędzie, które może uratować gatunki zagrożone wyginięciem w naszych czasach, a nie tylko te z przeszłości.
Co sądzisz o takich projektach? Czy powinniśmy wydawać miliony na zabawę w „Park Jurajski”, czy wolisz, aby te pieniądze szły na ochronę zwierząt, które jeszcze żyją w naszych lasach?